Niepokojące sygnały

Już Wam wspominałam, że gdy zastanawiałam się nad powodami innego niż standardowy rozwoju Jasia, byłam przerażona myślą, że to może być autyzm.
Jestem przekonana, że przyszłe mamy też reagują podwyższonym poziomem kortyzolu na tą myśl.
Podobnie jestem niemal pewna, że mamy, tatusiowie, babcie, dziadkowie, ciocie, znajome, przyjaciółki, które uważnie obserwują rozwój swoich dzieci, czy wnuków i dostrzegają tzw. owe niepokojące sygnały drżą na samą myśl: czy to może być autyzm?

Pełno w internecie listów do specjalistów: czy moje dziecko ma autyzm. Przepełnione są strachem, niektóre nawet przerażeniem, a jeszcze inne rozpaczą.

Jest tak mamy, co? I tatusiowie?

Na pewno jest!
Wiem, bo sama to przeżywałam. 😁 Mam nawet w archiwum maila, którego napisałam do mojej wykładowczyni. Jest właśnie taki – pełny niepokoju.
Ale jak tu się dziwić. Każdy artykuł szukany pod frazą: czy to autyzm?, zawiera to niefortunne, moim zdaniem, stwierdzenie: niepokojące sygnały, sygnały ostrzegawcze.

Samo słowo autyzm ma okropnie złą konotacje. Wiecie, że dzieci przezywają się od autystów? Dawniej od downów, a teraz w ten sposób… nawet jeden sprytny pan redaktor jakiś czas temu bardzo niefortunnie użył tego określenia, a później pokrętnie tłumaczył, że użył jego potocznego znaczenia. Podobnie zrobił kiedyś redaktor Lis.
Mniejsza z nimi. Poza tym dostali za swoje.
Zadarli z niewłaściwymi ludźmi 😁

Bo ludzie ze spektrum są w przeważającej większości niezwykle inteligentni.
Miałam okazję się o tym przekonać na konferencji Prodeste w Toruniu.
To był po prostu wstrząs dla mnie.
Po raz pierwszy znalazłam się wśród tylu dorosłych autystów.
Niektórzy wypowiadali się w sposób bardzo swobodny, innym mówienie stwarzało pewne trudności.
W przeważającej większości cechuje ich ogromne i niesamowite poczucie humoru, o którego brak „oskarża” ich niesłusznie internet i „fachowa” literatura.
W przeważającej większości cechuje ich ogromny poziom empatii – patrz jw.
Mają za sobą okrutnie przykre przejścia, które fundują im ludzie, niekiedy ich rodzice.

Poznałam pewnego chłopaka, który szczególnie zapadł w pamieci ze względu na tatuaż jaki nosił na przedramieniu – Please eat sometimes, żeby pamiętać, że trzeba zjeść od czasu do czasu… a zapadł mi również dlatego, bo opowiedział na sam koniec o bólu i cierpieniu jakiego doświadczył ze względu na swoją inność i wyjątkowość.
Czy to autyzm jest taki straszny zatem? Czy to ludzie usiłują tak go namalować, żeby zakryć nim swoje okrutne oblicza?

Nie wiem…
W każdym razie, ja, wśród nich poczułam się jakbym odnalazła jakąś dawno ukrytą głęboko cząstkę siebie.
To jest inny świat!
Mam wrażenie, że wraz z narodzinami Niny i później Janka, otworzyły się przed nami zupełnie nieznane drzwi.
Obydwoje z Krzyśkiem dostrzegamy rzeczy, których wcześniej nie potrafiliśmy sobie nawet wyobrazić.
Owszem, ponosimy cenę. Odmawiamy sobie. Nie możemy być czasami tam, gdzie byśmy chcieli. Spacer i każdy wyjazd jest wyzwaniem. Był okres, że Jaś przesypiał w nocy ze 2 godziny… Nie wiemy, co nas czeka… sporo przez to było ogromnych spięć i napięć i będzie jeszcze na pewno…

Ale uwierzcie, to wszystko nic, bo mamy rekompensatę 😁 w postaci niesamowitych cudów.

Dzieci rozwijające się zgodnie z normami osiągają tzw. Kamienie milowe – uczą się siadać, gaworzyć, chodzić w określonych przedziałach wiekowych i to jest jakby przewidywalne.
U nas wszystko było inaczej: na pierwszy samodzielny krok Janka musieliśmy czekać 19 mcy. Doczekaliśmy się słowa „mama”, ale później Jaś o nim „zapomniał” i bardzo długo nie mówił praktycznie nic. Teraz mówi: mamamamam chos – co znaczy mama chodź. Nazywa bardzo dużo zwierząt po polsku i angielsku, zna też kolory po polsku, angielsku j hiszpańsku 😁serio! Liczy od 1 do kilkanaście i od 10 do 9, przy czym zawsze mówi: trzy, dła, eden, start! 😁alfabet też cały po polsku i angielsku, ale nie mam pewności, czy to będzie trwało, czy nie…
a! I wcale nie uczyłam go tego. Samo przyszło. Jaś uwielbia, gdy mówi mu się alfabet 😁


I widzicie – każdy moment kiedy Jaś zwraca się do mnie „mamamam chos”, a do Krzyska powie „nie śpij” 😁jest dla nas cudem!
Każdy skierowany do nas uśmiech, każde spojrzenie w oczy, każdy buziak, który jest niestandardowy – bo Jaś nastawia usta i pozwala się pocałować 😁 jest tym cudem.
Był czas kiedy Krzysiek wracał z pracy i Jaś chwytał go za rękę i sadzał w pokoju na podłodze, później szedł po Ninkę i sadzał ją przy Krzyśku, na koniec dołączyłam ja, doprowadzona przez Jana, który się nam przyglądał wtedy zadowolony i chodził dookoła pochylając się co chwile trzepocząc rękami – to oznaki szczęścia! To kolejny cud.

Parę dni temu, po trudnych przeżyciach po tym, jak nie zgodziłam się na wtargnięcie przez Jasia do czyjegoś domu, zupełnie obcego domu, i w ramach „ukarania” zostałam podrapana, a Ninka zaliczyła kopniaka, spotkał mnie kolejny cud. Gdy po powrocie z tej niefortunnej wycieczki otwierałam drzwi od domu, Jaś, którego trzymałam na rękach chwycił mnie za głowę i dał mi dać sobie buziaka, co robi na prawdę nieczęsto 😁i powiedziałam, że to na przeproszenie, a Jaś zamknął mocno oczy. Mrugnął. Nie jestem pewna czy to oznacza tak, ale coraz częściej tak robi w kontekście „tak”.
To jakby po burzy z trąbą powietrzną przyszła cisza i upragniony lekki letni deszczyk.

Nie wiem, czy uda mi się Was przekonać, pewnie nie, ale mimo wszystko namawiam:

Nie bójcie się autyzmu drodzy przyszli, czy obecni rodzice, dziadkowie, znajomi, wychowawcy, terapeuci, przyjaciele!

Nie taki straszny, jak go malują. Gdy się go pokocha i zaakceptuje to zaczyna pokazywać na prawdę piękne oblicze!

Przy nim zdarzają się prawdziwe cuda!

❣️❤️❣️

Dodaj komentarz