Fala wsteczna

Słyszeliście o tym niebezpiecznym zjawisku na morzu? Jeżeli nie, obejrzyjcie ten przerażający film:

https://www.cda.pl/video/1631428db

Niepozorne fale zamieniają się w łapy morza, które zabierają wszystko, co na brzegu, w swoje odmęty…
Dlaczego akurat o tym?

Nie tylko dlatego, że są jeszcze wakacje i niektórzy odpoczywają nad morzem i chciałabym ich przestrzec, ale dlatego, że jest pewna analogia pomiędzy takimi falami, a czymś co nazywa się meltdown – załamanie nerwowe i jest powszechnie występującym stanem u osób ze spektrum autyzmu, nawet takich małych jak Jaś.

Autyzm porównać można do innego systemu operacyjnego. Tak ja w komputerze, czy smartphonie – mamy różne systemy operacyjne. Użytkownicy jednych i drugich pewnie nie raz napotkali sytuację, gdy system uległ przeciążeniu i się zawiesił.

W zależności od tego na czym pracujemy możemy:
1. Nacisnąć ctrl+alt+del
2. Jeżeli jest możliwość, wybrać opcję: uruchom ponownie
3. Wyciągnąć wtyczkę z kontaktu
4. Ci bardziej „obeznani” z technologią zaczną naciskać wszystkie przyciski na swojej klawiaturze
5. Jeszcze inni tą klawiaturą cisną o monitor. W sytuacji skrajnego poirytowania.

Meltdown jest takim właśnie przeciążeniem systemu.
Przyczyny tego zjawiska nie są oczywiste. Sami autyści piszą, że dzieje się tak w momencie przebodźcowania, w momencie odczuwania lęku, w momencie niemożności oceny sytuacji i wielu innych niemożliwych do opisania.

Przebodźcowanie może nastąpić z kolei na skutek:
1. Zbyt dużego hałasu
2. Znalezieniu się wśród dźwięków, które dla innych mogą być przyjemne, a u autysty powodują ból
3. Kakofonia – czyli dużo różnych tonów na raz
4. Gwizdki, alarmy,
5. Przebywanie w grupie ludzi
6. Szum wielu rozmów w tle – np. na dużej sali
7. Migające kolory, światła, obrazy
8. Galerie handlowe, duże sklepy
9. Masowe imprezy
10. Place zabaw
11. Zapachy
12. Widok jedzenia
13. Faktury ubrań
14. Metki w ubraniach
15. Poczucia zagrożenia
16. Burzy
17. Latającej osy, czy pędzącego po ścianie pająka…
15. itd.

Nie sposób wypisać je wszystkie.
Cała „zabawa” polega jeszcze na tym, że np. u naszego Janka szum wodospadu, czy wiatraka, czy odkurzacza, czy samochodu działa kojąco i nasennie. Ale nie zawsze. Czasami go wkurza. Nie ma na to żadnej reguły.
Raz chce żebym śpiewała, innym razem trzepnie mnie po głowie. 😀

Osoba, która nigdy nie doświadczyła takiej sytuacji, nie jest w stanie wczuć się w nią, nawet po obejrzeniu filmów… Mogą jedynie przybliżyć to, jak trudne jest to przeżycie.

I zdarzają nam się meltdowny, czy przestymulowanie, ale nie będę opisywać ich w szczegółach, bo Jaś sobie tego na pewno nie życzy. 🙂 W każdym razie są to sytuacje podobne do tej rwącej fali, która narasta, narasta i narasta, aż w końcu zawija się i zabiera Jasia z brzegu.
Staramy się uciszać to morze. Podajemy mu rękę. Rzucamy koło ratunkowe. Walczymy z tym trudnym i nieprzewidywalnym żywiołem.

Czasami nie wiem, co robić, ale o jednym jestem w stu procentach przekonana: najgorszą rzeczą jaką można zrobić, to reagować krzykiem, paniką, przerażeniem, strachem. A najlepsze co możemy zrobić, to otoczyć dziecko największą dawką miłości, akceptacji, dobrego słowa i wsparcia.

Nie można też krzyczeć: „po coś tam wlazł?” „Przecież to niebezpieczne!”

Osoba w spektrum to wie! Że tam jest niebezpiecznie… Że to nie jest fajna zabawa na plaży… Że ci, co to obserwują często panicznie się boją, żeby fala nie zabrała im dziecka, kolegi, przyjaciela, męża, żony…

Nigdy nie wiemy, kiedy to nastąpi. Wiąże się to z ogromnym stresem dla nas i pewnie samego Jasia…

Takie załamania nerwowe zdarzają się pewnie nie tylko autystom. Ja też miewam…

W takich momentach weryfikuje się nasza miłość. Bo łatwo jest kochać, jak świeci słoneczko i jest miło, fajnie, uśmiech na twarzy, wszystko się udaje, dziecko zdolne, mąż wspaniały… Znacznie trudniej przychodzi kochanie w chwilach słabości. Moich, Jasia, Ninki, Krzyśka, moich Rodziców, Siostry… Wszystkich…

Jeżeli będę kochała Jasia tylko wtedy, gdy jest grzeczniutki, kochany, najwspanialszy na świecie i w ogóle, to czy będę kochała jego całego? Czy tylko pół? I czy to jest miłość wtedy?

Miłość to nie tylko gadanie: kocham cię po 100 razy na dobę… Właściwie to zupełnie nie to…
Miłość jest wtedy, parafrazując słowa piosenki – kiedy jedno spada w dół – drugie ciągnie je ku górze! Tak jak podczas tej fali…
Aż jestem dumna z takiego połączenia myśli. 😀

Miłość to nie uczucia. Miłość przejawia się w gestach. Kiedy najbardziej doceniamy drugiego człowieka? My sami? Gdy nam świergoce do słuchawki, że nas kocha, czy gdy pomoże w mega trudnej chwili? Świergotanie jest też potrzebne, nie mówię… Żeby nie urazić świergocących 😁
Ale fajnie jest, jak ludzie przekładają świergotanie w konkretne gesty. Nie tylko względem najbliższych, ale ogólnie… Jestem w trakcie nauki tej trudnej sztuki 🙂

Każdy z nas – nawet tych najdoskonalszych ludzi, składa się z czystej i krystalicznej wody najlepszych swoich cech, jednak na dnie mamy często pełno szlamu…
Tego szlamu nigdy do końca się nie pozbędziemy, choćbyśmy nie wiadomo jak szuflowali 😉
Musimy pokochać całość. Dobre i złe cechy. Dobre i trudne momenty.
Gdy to sobie uświadomimy, to świat będzie łatwiejszy do udźwignięcia.
Dla nas wszystkich.

Pewna pani pod dyskusją o terapii u dr Ewy Dobiały, napisała mi, że jeżeli nie będę stanowczo reagować na gryzienie, szczypanie, bicie itd., to Jaś wyrośnie na osobę, która będzie krzywdziła innych…

Tyle że to gryzienie, szczypanie itd., jest na razie jedyną i najskuteczniejszą jego formą komunikacji z nami, w jego odczuciu. Gdybym karała go za to i eliminowała te zachowania, w sposób przewidziany przez podręczniki do terapii, to uważam, że straciłabym bezpowrotnie szansę na „dogadanie się” z Janem i ilość meltdownów by wzrosła.

Zakładam, że mogę się mylić, ale biorę to na klatę!

Jestem przekonana w 100%, że Janek nie chce tego robić i na pewno nie robi tego z premedytacją.
Jestem również przekonana, że inne osoby ze spektrum też nie robią tego z premedytacją, żeby… nie wiem… mówiono o nich w szkole? zwrócić na siebie uwagę? żeby rozgonić nudę? Pojęcia nie mam…

A na kogo wyrośnie Jan?
Tego nie wiem…

………………………………………………………………………….
(Wiadomość dla Jasia: uzupełnij za 30 lat :))

Widzę, że jak podchodzę do niego ze zrozumieniem to meltdown się topi, ocean się uspokaja…
Zaczynamy się rozumieć…

Czego i Wam wszystkim życzę! Rozumienia, wyrozumiałości, szacunku, miłości i gdy potrzeba całego patrolu ratowników.

Dodaj komentarz