Janowa miłość do koni i osłów

Jest takie miejsce – Pcim. 😁 Ale nie o nim chciałam dzisiaj….
Jest taka miejscowość Bochlin. Zaraz za Nowem/ym? W każdym razie miejscowość nazywa się Nowe 😁 A w owym Bochlinie – Toskania Kociewska. Ale o tym zaraz… Napiszę tylko, że przymierzaliśmy się do tego miejsca n-razy.
A to ze względu na osiołki.

Janowa miłość do osiołków rozpoczęła się od pierwszego wejrzenia w Polanice. Tam też Jan wypowiedział swoje pierwsze ukierunkowane słowa – właśnie do osiołka 😁 Nie obraziłam się, że to nie było „mama”. Było to tak urocze i niezwykłe zarazem, że nie było miejsca na fochy!
W Polanice spędziliśmy kilka dni i Janek bardzo dobrze się tam czuł. Do koni i osiołka mieliśmy zaledwie kilkadziesiąt metrów. Odwiedzaliśmy je kilkanaście razy dziennie. Po wyjeździe z Polaniki, za wyjątkiem paru wizyt w zoo, Jaś nie miał okazji spotykać się z tymi fascynującymi zwierzakami na żywo, ale bardzo wnikliwie studiował obrazki i treści związane z końmi i osiołkami we wszystkich możliwych książkach o zwierzętach w domu.
Bywało tak, że upodobał sobie jedną stronę i książka tylko na tej stronie mogła być otwarta. Jaś biegał sobie beztrosko po domu, rzucając się w wir swoich codziennych obowiązków, polegających na zarzucaniu podłogi zawartością wszystkich szaf, ale co chwilę wracał do książki i ulubionej w niej stronie. Zamykanie jej skutkowało natychmiastowym otwarciem na tej właśnie, nie innej stronie. Testowałam to ja, moja Mama i Ninka 😁Jan niestrudzenie wracał do swoich obserwacji.

A teraz o Toskanii
Termin urodzin siostry Jana- Niny, zbliżał się wielkimi krokami… długo zastanawiałam się, jaką zrobić jej niespodziankę. Ninka też kocha konie. Od roku jeździ konno w bardzo urokliwym miejscu – w stajni Urbanowo. Właścicielami są Pani Ania i Pan Tomek. Kiedyś napomknęłam o Janie i jego milosci do osiołków i dowiedziałam się o onoterapii – czyli terapii z osiołkami i o Toskanii Kociewskiej.
Myślę sobie – co za szalony pomysł. Nie, że onoterapia, bo my mamy galinoterapię już na własnym podwórku. Galinoterapia to nasza autorska nazwa terapii z kurami 😁
Szaleństwo, że na Kociewskiej wsi ktoś pokusił się o Toskanię. Ale myślę sobie – pewnie jakiś pic 😁 Byliśmy z Krzyskiem w tej oryginalnej Toskanii aż dwa razy. Co niemalże czyni nas ekspertami 😁wiemy w każdym razie, gdzie mieści się willa Stinga i znamy kilka zwrotów w toskańskiej gwarze!
Tak, tak!
Nie pogadasz!
😁
No i tak sobie myślę o tych urodzinach. Zadzwoniłam nawet do jakiejś pani animatorki, żeby przyjechała do nas i urządziła dzieciom jakieś fajne zabawy. Ale nie odebrała 😁
Myślałam więc dalej i wyszła mi z tego myślenia Toskania!
Zadzwoniłam do Arka. Już prawie straciłam nadzieję, bo grafik w Toskanii jest bardzo napięty, ale udało się uzgodnić termin! Dzień po urodzinach Niny!
Postanowiłam zachować wszystko w tajemnicy.
Nadszedł dzień urodzin. Ekipą liczącą 17 osób wybraliśmy się na kilka aut do Toskanii. Pierwsze co mi się ukazało przed oczami to przepiękna przestrzeń i piękne niebo. Zaraz po tym uśmiechnięta (bo przyjechała wcześniej) Ninka i równie radosny Krzysiek, dzieci oraz Arek – właściciel.
Muszę powiedzieć, że Arek zrobił na nas wszystkich niesamowite wrażenie. Ma genialne podejście do dzieci i do dorosłych również 😁 przyglądałam się dzieciom – wpatrzone jak w obrazek. Na dzień dobry – mozecie zobaczyć to na filmie – zostaliśmy zapoznani ze stworzeniem, którego na pewno żadne gospodarstwo agroturystyczne nie ma. Była to cykada, która została nazwana Jakubem. 😁 Cykada od dłuższego czasu mieszkała sobie w pobliżu domu i była bardzo przyjaźnie nastawiona do wszystkich.
Zostali nam również przedstawieni oryginalni – jak sam ich nazwał Arek – Włosi. 😁 Żona Arka – Sara i ojciec Sary Nonno Antonio oraz ich przeurocza córeczka Ariana. 😍
Później czekały nas kolejne niespodzianki. Poznaliśmy kolejne zwierzęta – piękne kury silki, ogromne gęsi i przegrocze świnki. Potężnych rozmiarów. Szczęśliwe świnki, które nie są zamknięte w ciemnym i śmierdzącym chlewiku, a biegają i ryją sobie w błotku. Widać było – pełnia szczęścia! 😁 W oddali widzieliśmy pasące się na ogromnych połaciach soczystej trawy konie i osły! Piękny widok na tle błękitnego nieba!
Kolejną niespodzianką było pieczenie pizzy. Ale to nie było zwykle pieczenie pizzy, se nie myślcie. To był cały proces. Dzięki ćwiczeniom i opowieściom Arka i Sary, dzieci przygotowały wszystkie swoje zmysły do przygotowywania pizzy i później jej jedzenia. Bardzo fajne doświadczenie!
Kolejną niespodzianką były oprowadzki na koniach, pod bacznym okiem Ariany i Nonno Antonio. Później deserek, piosenka i powrót do domu z wyrzutem: już konieeeeeec?! 😁
Janek ewidentnie nie chciał odjeżdżać z Toskanii 😩bardzo się zezłościł na mnie i zaliczyliśmy na prawdę przykry spadek nastroju, ale dzięki Gosi, która zajęła się Jankiem w aucie podczas drogi, udało się opanować sytuację. W pełni z Gosią rozumiałyśmy Janka, bo żal było opuszczać to miejsce.
Bardzo serdecznie je Wam polecamy! Zajrzyjcie koniecznie na fanpage Toskanii i stronę. Zobaczycie co oni tam wyprawiają. 😍

P.S. Nie zostałam opłacona! 😁
Robię to z własnej i nieprzymuszonej woli! 😁

Warto!

P.S. 2. Film kończy się ni w 5 ni w 9, ale dopiero się uczę! Wybaczcie zatem!

Ciao Tutti! 😁

Dodaj komentarz