Klucz do zrozumienia

Czyli parę słów o komunikacji.

W związku z wydarzeniami ostatnich chwil i tym, że nie śpimy z Janem, (tzn. on nie śpi, a ja mu towarzyszę, żeby inni mogli spać. A jakże.) chciałabym Wam opowiedzieć o komunikacji.

Tak mnie coś naszło i sobie sprawdziłam etymologię tego słowa i patrzcie na to:

Komunikowanie pochodzi od łacińskiego czasownika communico (udzielić komuś wiadomości) i rzeczownika communio (wspólność) i oznacza wejście we wspólnotę.

Właśnie.

Nie wiem, jak Wam, ale mi się wydawało, że komunikacja opiera się głównie na języku. Owszem gesty itd. Ale język to podstawa. A tymczasem… Wrócę do tego 😁

Miałam okazję wymienić zdania z mamami autystycznych dzieci. Trudności w komunikacji i lęk przed tym, że dzieci nigdy nie będą potrafiły mówić, to coś co najbardziej martwi. No i samodzielność. A właściwie jej brak.
Każdy rodzic czeka na pierwsze słowa swojego dziecka. Wykorzystują to nawet reklamy mleka dla niemowląt. Dasz dziecku to mleko i za kilka tygodni powie Ci: „mama!”😍
Zdarza się jednak czasami tak, że coś nie zatrybi tak jak trzeba, co może być wynikiem odmiennej ścieżki rozwoju dziecka pod względem ruchowym, sensorycznym i intelektualnym i nasze pełne oczekiwania spojrzenie na dziecko, które już, już prawie, jest gotowe żeby coś powiedzieć, spotyka się z głuchą ciszą. Albo z ciszą przerywaną potokiem, w naszym odczuciu, nic nie znaczących dźwięków.

A wszyscy dookoła mówią:
– Wiesz, to już jest najwyższy czas, żeby on/ona zaczęło mówić. Nie niepokoi cię to?
Albo wersja zawsze pocieszających:
– Nie martw się! Syn mojej koleżanki zaczął mówić, jak miał 4 lata/5 lat/6 lat/7….No. Później już mało wiarygodnie się robi… 😁 Także pocieszacze, nie przesadzajcie. ❣️

Nadszedł ten moment, aby wspomnieć panią dr Magdalenę Grycman. Specjalistkę w dziedzinie komunikacji osób z trudnościami w tym zakresie. Miałam przyjemność poznać osobiście. Razem z Janem. Muszę powiedzieć, że było to niezwykłe dla mnie doświadczenie. Pani dr z wielkim skupieniem i zaangażowaniem starała się podążać we wszystkim za Jasiem. Nie było miejsca na nakłanianie do czegoś. Pani dr robiła wszystko, żeby Jaś czuł się komfortowo. Dodatkowo mieliśmy do wykonania zadanie. Trzeba było zorientować się w obszarze zainteresowań Jasia, co nie jest łatwym zadaniem, bo Jaś przeskakuje z wątku na wątek. Ale udało się. W błyskawicznym tempie przygotowano pomoce, z uwzględnieniem zdjęć przedmiotów, które Jaś w danym momencie obdarzył swoją uwagą i przeszliśmy do działania. 🙂

Bardzo miło wspominamy tą przygodę.
Wczoraj z kolei trafiła w moje ręce książka – AAC (wspomagające i alternatywne metody komunikacji) dla każdego. Poradnik dla rodziców i terapeutów, autorstwa Magdaleny Nosko-Goszczyckiej.
Zawsze z pełnym dystansem podchodzę do nowych, nieznanych pozycji i jak najbardziej krytycznym okularem mierzę każde słowo. 😀
Jednak z każdym wypowiedzianym na kartach książki słowem, uspokajałam się.
Autorka pisze, że ideą AAC jest dostosowanie partnera komunikacji oraz takich metod, które będą jak najlepiej odpowiadać potrzebom rodziny. To terapeuta ma dopasować swoje zachowanie, sposób mówienia, wykorzystane narzędzia terapeutyczne do dziecka.

Podoba mi się. Choć to niezwykle trudne.
Ale stanowi klucz do sukcesu.
Ponadto jest tam zaprezentowane bardzo ciekawe narzędzie, które kojarzy mi się trochę z tabliczkami, o których mówił Kosma Moczek podczas konferencji w Toruniu. Tabliczki z napisami: Chcę rozmawiać, Nie chcę rozmawiać, Chcę rozmawiać, ale nie wiem, jak zacząć rozmowę, Potrafię sam zacząć rozmowę, Wolę kiedy ty zaczniesz rozmowę, bo mam w tym obszarze trudności itd.,
W książce AAC…, pani Magda pokazuje paszport komunikacyjny! Nie wiem, czy będzie miała mi to za złe, ale pokazuję Wam go. Uważam, że to świetne narzędzie. Dla szkolnych i przedszkolnych dzieci.
Pokażę tylko fragment 😊

Dodatkowo pani Magda podkreśla:
– jako uważni obserwatorzy, wnikliwi słuchacze i najwytrwalsi uczniowie, to rodzice stają się specjalistami w kwestii własnego dziecka.
– dzieci chcą się komunikować i robią to NA WIELE SPOSOBÓW, wybierając najwygodniejszy dla siebie – spojrzenie na przedmiot, ciągnięcie ręki dorosłego, próba wokalizacji, kręcenie głową – znacie to? 😀 Jak własną kieszeń, przyznajcie. Ja dodałabym do tego jeszcze szarpanie za spodnie, spódnicę i te próby ratowania odkrywanego dekoltu 😄

I tutaj ważna kwestia pada: owo kręcenie głową, agresja, czy autoagresja, to często jedyne metody porozumiewania się, JEDYNY SPOSÓB, BY WYRAZIĆ SIEBIE!

A teraz uwaga: czas na olśnienie!
Zdarzają się wam nieporozumienia?
Odpowiem za was: Tak!
A czy wykorzystujecie wtedy najbardziej wypasiony wg was poziom komunikacji, czyli mowę? Drogie panie? 😁I panowie też? Operując bardzo bogatym zasobem słów? Używając argumentów nie do podważenia?
Drodzy adwokaci? Mecenasi? Może są wśród nas.
Odpowiem za was: No tak!
I czy mimo tego, zdarza się wam być niezrozumianym?
Odpowiem… albo nie. Nie będę was drażnić. 😀
Albo będę 😆
Pozwólcie, że spróbuję nazwać te uczucia, które wam wtedy towarzyszą:
1. Frustracja? 😬
2. Zobojętnienie? 🙄
3. Smutek?😞
4. Żal? 😣
5. Bezsilność? 😒
6. Przykrość? 🥺
7. Złość? 😠
8. Skrajna irytacja? 😤
Żeby nie powiedzieć brzydko… 🤬

No to sobie teraz pomnóżcie te wasze odczucia i spójrzcie na nie z perspektywy waszych kilkuletnich dzieci, które w odróżnieniu od Was – mających całą skrzynkę z narzędziami i wszelkie możliwe materiały budowlane, (przepraszam panie za to porównanie :D), mają jedynie ołówek np. A mają zbudować relację. Wspólnotę – coś co jest istotą.

I z tym was zostawiam.

A. Jeszcze jedno. Pani Magda wspomina w książce film: Chce się żyć.

Teraz Was zostawiam.


Dodaj komentarz