Leśne ludki

Parę słów o tym, jak mieszkamy.

Nasze dzieci wychowały się w lesie. Zarówno Nina, jak i Jaś mieszkają tutaj od 3 dnia po swoich narodzinach. 🙂
Myślę, że dzięki temu, że tu mieszkamy mamy nieco łatwiej. Nic nie koi tak jasiowych trudnych emocji, jak leśne ścieżki, piach, przesypywanie ziaren, szum liści i tylko on wie, co jeszcze…


Jaś ma w sobie coś takiego, że bardzo fascynują go drogi… uwielbia iść przed siebie, biec… tyle że nie jest to bieg na oślep. Jest w tym coś na prawdę niezwykłego, bo Jaś sam wybiera drogi, po głębszym zastanowieniu czasem. Nie raz, dzięki temu, zaprowadził nas w bardzo piękne miejsca, których wcześniej nie znałam. A las, poza uczęszczanym ścieżkami, skrywa na prawdę niesamowite historie…


Był czas, kiedy Janek przemierzał las na traktorze… ciągniętym przeze mnie, albo Krzyska, czasami po parę km 😁 Tu kolejna niesamowita dla mnie rzecz, bo (ale się uwzielam na to słowo, wybaczcie!) wydawało mi się, że Jaś nie lubi głośnych hałasów, ale o dziwo terkoczący dla mnie wprost niemiłosiernie traktor 🤪🤯nie stanowi dla Jana ŻADNEGO problemu. Sprawia wrażenie zupełnie zrelaksowanego. Jak cowboy, który przysypiając czasami przemierza prerie na swoim koniu… taki Lucky Luck na traktorze 😁

Tak samo nadwrażliwe bardzo na dotyk stopy Jana biegają sobie beztrosko gołe po trawie. Oczywiście jak nastąpi na szyszkę, to cofa stopę, ale żeby go to zniechęciło? Niekoniecznie….
Coś jest na rzeczy z tą sensoryką… w istocie…

A teraz o minusach mieszkania w lesie, bo właśnie mnie komarzyca zaatakowała. To właśnie to. Komary, gzy, meszki i najgorsze strzyżaki sarnie oraz kleszcze, to coś z czym musimy się mierzyć.

Nie jest fajnie, jak Jan budzi się rano cały pogryziony… albo trzeba usunąć nimfę kleszcza mniejsza niż łebek od szpilki…

Ale zdecydowanie wolimy to niż zgiełk, harmider, niebezpieczeństwa czyhające na każdym kroku w mieście. Strasznie się tam czuję niepewnie. Jaś nie idzie zbyt chętnie prowadzony za rękę. Ma zawsze własny pomysł na poznawanie nowych miejsc. Czasami zdarza mu się zaciekawić czyimś domem i chce koniecznie tam zajrzeć. Niestety czasy nie sprzyjają takim formom Janowej otwartości 😁
Ludzie się zamykają w domach, dla siebie. A Jan tego jeszcze nie rozumie…

Mamy małe stadko zwierząt: kur, perliczek, dwóch psów i kota

🤔 rybki i krewetki też niech się liczą. No i niestety chyba kuna nam zamieszkała na strychu, choć ostatnio ucichła nieco. Tupot małych stop o 12 w nocy może być pewnym zaskoczeniem dla tych o słabych nerwach 😁

Niedaleko domu jest jezioro. Urokliwe bardzo. Fajnie było chodzić rano, kiedy nikogo nie ma jeszcze. Czasami całymi dniami nikt się nie pojawiał. Bardzo sobie cenię to „nikogo” 😉 dlatego mi tak dobrze tutaj. Nie jestem w stanie wyciszyć się nad morzem np. Zgiełk plaży, dużo ludzi, świadomość, że Jasiek w jednej sekundzie może zniknąć mi z oczu i pójść w tylko sobie znanym kierunku mnie wprost przeraża.

Z tych wszystkich powodów bardzo lubimy to miejsce na ziemi. Niektórzy dawali nam 3 lata na wytrzymanie tutaj. 🙂 mieszkamy już 13, w niewielkiej, liczącej w porywach 30 mieszkańców osadzie położonej w lesie.

Uprzedzając pytanie: zimy wcale nie są straszne. Dojazdy znośne. Drogi odśnieżone czasem, a czasem nie. 😁
Tylko raz zdarzyło się, że nie mieliśmy prądu przez tydzień, ale mamy własny agregat, studnię, piec – nie zginiemy w razie czego. 😄

Polecam Wam Drodzy Rodzice, wybrać się do lasu z Waszymi dziećmi. Pozwolić im po swojemu. Chyba, że ich las przeraża. To wtedy nie!

Do następnego! 🐸🐍🦟🦗🕷🕸🦎🦞🐄🐎🐖🦌🐕🐈🐓🕊🐇🦝🦡🐁🐀🐿🦔🐾🌲🌳🌱🌿☘️🍀🎍🍃🍁🍁🍄🌾💐🌷🌹🥀🌺🌸🌼🌻🌕🌛🌟💥☄️☀️🌤⛅️🌥🌧⛈🌩🌨❄️

Dodaj komentarz