„Please eat sometimes”

Złożony aspekt jedzenia w spektrum autyzmu

Zainspirowana wpisem „Tej, co nie wyrosła” 🙂, w którym wspominała o swojej maślanej fobii, postanowiłam podrążyć temat wśród innych osób ze spektrum i to, co udało mi się zebrać przeszło moje najśmielsze oczekiwania.
Wiedziałam, że oni mają sporo w tzw. zanadrzu, ale doznałam szoku.
Zapytałam o owo zagadnienie kilka osób z branży autystycznej (hah!), i to co uzyskałam w odpowiedzi, niniejszym Wam przedstawię. Będę jeszcze drążyć temat. Bo zdecydowanie warto.
U niektórych temat jedzenia jest całkiem jakby typowy. Nic szczególnego się z nim nie wiąże, u innych wręcz przeciwnie.

Interesuje mnie to zagadnienie, bo Jaś aktualnie przeżywa okres wybiórczości. Dosyć dużej wybiórczości 🙂 Przerabialiśmy to z Ninką – starszą córką. Dopiero w wieku 5 lat, po wizycie w pierogarni 😮 przełamała się. Zaczęła poszerzać swoją dietę. Próbować nowych rzeczy. Dziś je prawie wszystko za wyjątkiem cytrusów. Jadła krewetki, ślimaki… 😀 Nic jej nie straszne, a jej ulubioną potrawą jest: BEKON 😄

U Jana produkty, które je można wymienić na palcach dwóch rąk, przy czym z tej drugiej ręki weźmiemy tylko jeden palec.😄

A teraz do rzeczy, do rzeczy!

Zdjęcie, które widzicie pod postem, czy tam nad, zrobił dziś na moją prośbę Tomek Komorski. Pozwólcie, że przytoczę jego historię w całości, bo naprawdę warto ją poznać.
Dla mnie kosmos!

Tomasz Komorski

Z odżywianiem się łączy mnie stosunek, który najlepiej określić mianem przerywanego. Moje ciało zdaje się wychodzić z założenia, że otoczenie dostarcza tylu ciekawych informacji iż należy poświecić im należytą porcję uwagi. Słowo należyty jest jednak określeniem dość mało precyzyjnym i podlega interpretacji, a ta w moim przypadku jest bezkompromisowa. Całość postrzegania na zewnątrz! Tylko bodźce zewnętrze mają znaczenie, olać wszystko inne. Tym też sposobem słabo zdaję sobie sprawę ze swoich doraźnych potrzeb, do których zaliczyć można na przykład jedzenie. W młodszym wieku za cykl spożywania czegokolwiek odpowiadali u mnie rodzice, wiadomo, mama wołająca na obiad, takie sprawy. Dzięki temu moja przypadłość prześlizgiwała się przez wiek dziecięcy całkowicie niepostrzeżenie. Czas jednak zdaje się płynąć, a czasy zmieniać. Jako człowiek nieco starszy (i mniej obowiązkowy) w napływie młodzieńczej wolności i niezależności wyrwałem się z maminego cyklu obiadkowego, z entuzjazmem zastępując go… niczym chyba. No właśnie. W jego zastępstwie nie zacząłem odwiedzać kebabów czy czegokolwiek innego. Po prostu skończyłem z ładnymi obiadkami odwiedzając dom znacznie rzadziej niż miało to miejsce wcześniej. Co jednak ciekawe, problem wciąż nie dał o sobie znać! Otaczająca rzeczywistość absorbowała mnie tak bardzo, że nie zdawałem sobie sprawy nie tylko z głodu ale i następującej po nim słabości! (Może to brzmieć dramatycznie ale spokojnie, przeżyłem tamten czas) Parę lat później poznałem swoją obecną żonę i ten moment oprócz bycia oczywistym przełomem w moim życiu wprowadził również zmianę w mojej jedzeniowe przypadłości (czy może raczej przypadłości głodowej). Żona zauważając mój brak zainteresowania sprawami żołądkowymi złościła się, dosadnie wyrażając swoją troskę. Zawsze odpowiadałem: No kurde nie myślę o tak prozaicznych kwestiach jak jedzenie! Ważne, abyś Ty była najedzona i wystarczy. Jak można się domyślać nie przekonałem ukochanej. Wpadła Ona na absolutnie wybitny pomysł pozbawienia mnie pamięciowego argumentu. Tu du! Postanowiła wytatuować mi na przedramieniu przypomnienie o odżywianiu się! Genialna kobieta, prawda?

Prawda, prawda, Tomaszu! Podziękuj jej w moim osobistym własnym imieniu! 😀 Ten tatuaż stał się inspiracją do zaczepienia Ciebie 😀

Teraz czas na drugi kosmos 😀
Janek Gawroński. Jeżeli do tej pory nie poznaliście tej niezwykłej postaci, to czym prędzej pędźcie!

Rozmawiałam dzisiaj z Jankiem i pytałam o to, co lubi, a czego nie lubi. Okazało się, że niektóre rzeczy nie są dla niego do zaakceptowania z powodu ich zapachu, a inne z powodu tego, że są… zimne! Mama dopowiedziała, że wygląd też ma ogromne znaczenie. Janek nie zniesie widoku pasztetu na kanapce, więc je ją do góry nogami! 😀 Jeżeli pasztet jest na spodzie kanapki – sytuacja jest do zaakceptowania!
Janek podkreśla, że lubi rzeczy o wyrazistym smaku. Najbardziej lubi schaboszczaki MAMY 😀
Owa mama zbiera złote myśli Jana.

Oto one:
Jan gotuje 😉
– aresztuję warzywa z kuchni,
– groszek zielony jest trudny i za szybki,
– kukurydza ma zakaz wjazdu,
– pozwól mi nie czuć jajek w zapachu,
– w żurku jest bałagan kiełbasy,
– biała kiełbasa jest różowa,
– przeszkadza mi Twoja sałatka,
– podzielmy się jajkiem bez zapachu – zniosła je babcia Halinka,
– jesteś miła jak baran wielkanocny,
– poproszę tosta – on jest zgodny z moim szczęściem

„Poproszę tylko aromat kawy. Chcę by dotknęła mnie zapachem. Do picia jest za trudna.”
„Polubienie zaczynam od zapachu.”

Przyznacie, że Mały Książę, to się nijak ma do Mistrza Jana? 😀
Ja jestem zachwycona jego myślami! Tym jak ubiera je w słowa!

Kolejną osobą, którą poprosiłam był Piotr Kargul. Usiłowałam wyciągnąć od niego informacje, ale niewiele pamięta ze swoich najmłodszych lat. Przez to miałam okazję porozmawiać z jego mamą – przemiłą osobą!

Okazało się, że Piotr jako dziecko miał bardzo ciekawe preferencje smakowe. Uwielbiał ostre potrawy. Podobnie, jak Jan, wyraziste w smaku. Lubił tatar 😮, ostre śledzie. Nie tknie nic tłustego. Majonez też ma „zakaz wjazdu” 😀. Chrząstki w mięsie są nieakceptowalne 😀 Ale z kolei, co mnie zaskoczyło – lubi cebulę z rosołu – tą ugotowaną… coś, co mi by w życiu przez gardło nie przeszło! 😀
Mama wspomniała, że Piotr nie prześpi całej nocy bez przerwy na przekąskę. Z reguły jest to coś słodkiego. No proszę… A nie wygląda…

Marek Stankiewicz

Teraz pora na kolejnego „ananasa” 😀 – Marka Stankiewicza.
Człowiek, który nie tyka grzybów, a zjadł iguanę! I owady!
I…
To trzeba przytoczyć 😀 Nie sposób wymienić!

Nie jem grzybów ani nic z grzybami (ostatnio pracuję nad niebieskim serem i tym w sk{rce jak brie, ale to jeszcz długo potrwa)
Moja armatura nie lubi buraków i kapusty, i kończy się to silnym bólem i ogólnie sensacjami

A jak w czymś jest mleko, to muszę wiedzieć by wziąć laktokontrol

Co lubię? Oooo 🙂 dobre pytanie 🙂
Ogólnie:
kuchnię Azjatycką (zwłaszcza Japońska, Chińska), włoską, meksykańską. Lubię też to co potrafią ugotować Niemcy 🙂
Z naszej – najbardziej lubię „kljuchi”: pyzy warszawskie ze skwarkami, pierogi, nasze lokalne kartacze

Lubię owoce morza i steki 🥩

Co może dziwne – lubię poznawać nowe smaki, próbować ciekawostek. Dlatego też mam na rozkładzie wiele rzeczy których „normalni ludzie” nie jedzą 😁
Co do dziwnych rzeczy jakie jadłem – małże, ślimaki i różnego rodzaju krewetki i kraby je wiele osób, więc to akurat nic dziwnego. Podobnie jak baranina czy kozina – dla wielu to nie-nie, a ja lubię

Ale ja jadłem też kangura, strusia, krokodyla, węże, iguanę, różne owady

Czaję się na łosia i wielbłąda – wiem że można ich spróbować w Szwecji 🙂
Steki z kangura
A krokodyla z grilla
Przyznam się też że moja miłość to również mocne doprawianie – ostre sosy, papryka, pieprz, ziele angielskie, gałka muszkatołowa, czosnek, tymianek

Jak robię owsiankę – to na sposób z XVIII wieku – z gałką, zielem angielskim, pieprzem i solą (ukłon w stronę współczesności to mleko bezlaktozowe na koniec) 🙂

No i nie napisałem że absolutnie kocham dobre sushi 🙂

No! 😀

Także wiecie… jakbyście szukali porady, to Marek służy pomocą!

Kiedyś jeszcze zamieniłam na ten temat parę słów z Olgą Wojdak i wiem, że dla niej pomidory są nie do zniesienia. I że lubi OSHEE ale tylko niebieskie – z wit. B i Magnezem. I tosty z szynką, w skład, której wchodzi świnia i łzy wegan, jak twierdzi Olga! Nigdy mi się to nie znudzi! 😀

Olga Wojdak

EDIT: Sprostowanie Olgi! Wyciągnięte z komentarzy.
Status Olgi związku z jedzeniem: to skomplikowane 😆❣️

„Ej, ale pomidory są fajne, tylko nie osobno. Na liście zbanowanego jedzenia są zdecydowane lepsze pozycje, bo taka chrząstka czy skóra z mięsa w gardle kończy się odruchem wymiotnym (od dzieciństwa hamowanym serwetką – serwetka do wypluwania i złożenia na pół to czasem stały element zastawy), a pomidory na kanapce to chętnie 😀
Lol, nie, pisałam o ziemniakach w wersji „kuchni polskiej” czyt. obrane na maksa, ugotowane albo rozgotowane, walnięte na talerz najwyżej z koperkiem albo z sosem i jeszcze posolone „bo jak to tak gotujesz ziemniaki bez soli???” (a właśnie że tak – w akademiku soli nie mam to i kuskus wejdzie bez). W tej rozmowie nie było pomidorów o.O

Tosty są lepsze z serem. Właściwie dobre są tosty z serem, ser jako przekąska, ser jako dodatek do ziemniaków, ser do makaronu, ser jako sama przekąska i zupa serowa też w sumie może być. Nie tylko żółte, a wręcz te inne są lepsze. Na wakacjach mama się martwiła czy dwa Brique de Brebis (dwa razem były taniej) to się nie zmarnują, niestety po dwóch dniach zniknęły 😜”

Pewna zabawna historia się z tym wiąże, bo przed przyjazdem Olgi do nas zdecydowałam się kupić „toster”. Na podstawie tego opisu skojarzyłam sobie, że chodzi jej o takie zapiekane grzanki. Pomyliłam tym samym opiekacz z tosterem 😀 i kupiłam opiekacz. Tradycyjny toster stał sobie w kuchni. Z nieukrywaną dumą pokazałam Oldze nowy opiekacz, oferując grzankę po podróży, a ona szybko zbiła mnie z tropu. 😀 – Takich nie jadam. Ale reszta rodziny cieszyła się z opiekacza. 😀

Z Adamem Wrzesińskim miałam okazję rozmawiać podczas konferencji i wspomniał, że do 3 roku życia pił tylko mleko modyfikowane! Dziś może jeść wszystko, ale jest parę produktów, których nie tknie.

Niby wszyscy tak mamy.
Jednak u autystów sprawa jest o tyle złożona, że może powodować na prawdę trudne stany.
Kinga – ta, która nie wyrosła, wspominała, że masło – jego zapach, faktura, budzą w niej okropne uczucia.

Widzę, jak Jan reaguje na niektóre produkty. Witamina D w płynie – w tej oleistej zawiesinie jest nie do przełknięcia, nawet przemycona w jedzeniu. Od razu odruch wymiotny.

Temat na pewno będę jeszcze kontynuować, bo książkę można by o tym napisać!

Miłego czytania!
I smacznego!

Dodaj komentarz