„Człowiek w spektrum autyzmu. Poradnik pedagogiki empatycznej.” Joanna Ławicka

„Co stanie się z człowiekiem, którego oderwiemy od własnego potencjału, własnej emocjonalności i potrzeb?”, czyli parę słów od książce dotyczącej autyzmu, która nie bez powodu w nazwie ma słowo „podręcznik”

Zdjęcie przedstawia okładkę książki: „Człowiek w spektrum autyzmu. Podręcznik pedagogiki empatycznej.” Joanny Ławickiej.

Do kupienia: o tu.

Przynoszę Wam „prezent”.
Trafiła w moje ręce książka, która wywołuje we mnie całą masę przemyśleń. Pełna jest zdań, nad którymi pochylałam się już nie jeden raz i nie dwa…
Uważam, że każdy rodzic, którego dziecko zostało zdiagnozowane, powinien od razu dostać ją w pakiecie. 🙂
Jakkolwiek to nie zabrzmi 🤔

Sama nie jestem w stanie wyobrazić sobie, jak można w tak zwięzły sposób i tak doskonale zrozumiały opisać tak ogromną ilość wątków i zagadnień związanych ze spektrum. 😮
Nie mogę wyjść z podziwu.

Zdjęcie przedstawia zdjęcie fragmentu strony z książki z tekstem: „Nim przejdziemy dalej, chciałabym podkreślić ze szczególną mocą: rozwój osoby w spektrum autyzmu to nie jest gorszy, niepełnowartościowy, zaburzony rozwój osoby typowej, lecz całkowicie odmienny model rozwojowy. Od pierwszych chwil swojego życia osoba w spektrum rozwija się według odrębnych wzorców.”

Z książki dowiecie się (nie zdradzę wszystkiego oczywiście 😁, ja nie umiem tak się zebrać, żeby nie napisać o tym zwięźle i krótko), że Wasze dzieci, czy też Wy sami – ludzie będący w spektrum autyzmu, stanowicie 1% populacji. Czyż to nie piękne? Być w tym 1 procencie?
1 to piękna cyfra. Wszystkie pierwsze mają coś niezwykłego w sobie.
Ale do rzeczy, do rzeczy…

Bardzo często napotkacie w książce fragmenty traktujące o tym, jak bardzo świat (rodzice, terapeuci, nauczyciele i……….. (uzupełnij)), chcą, żeby wyciągnąć dziecko z tego 1%, do pozostałych 99…

Często słyszymy, czy też czytamy, jak ważne jest szybkie postawienie diagnozy. Jest kluczowe.
Tyle że niekoniecznie powody, dla których jest to kluczowe są właściwe.

I tu tkwi całe sedno sprawy.

Powody są dwa:
Pierwszy najbardziej powszechny.
1. Żeby jak najszybciej usprawnić/wyleczyć/wydobyć z/pomoc wyjść z autyzmu człowiekowi w spektrum i zbliżyć go do normy ogolnospolecznej, czyli obrazowo mówiąc do tych 99%.
2. Żeby wspierać prawidłowo osobę w spektrum na jej WŁASNEJ ścieżce rozwojowej, zapewnić narzędzia do skutecznej komunikacji, pokazać, jak rozpoznawać może ona swoje potrzeby, rozumieć swoje ciało (także od strony sensorycznej).

Ostatnio podjęłam dyskusję z pewną osobą, jak się później okazało, należąca do tej grupy ludzi, która szerzy pogląd, że dzieci z autyzmu trzeba wyciągać. Leczyć! (pani czerpie ogromne korzyści finansowego ze sprzedaży suplementów/terapii/rozpisywania diet i czego tylko sobie nie wymyślicie rodzicom, którzy wierzą w te bzdury). Pani napisała, że dzieci zostawione same sobie stają się „roślinami”.
Strasznie mnie wkurza to porównanie i nie lubię, gdy ktoś człowieka w jakimkolwiek stanie nazywa w ten sposób.
Ale nie tylko to…

Bo widzicie, to, że rodzic zdecyduje się na 2 podejście nie oznacza (cytuję Joannę Ławicką, z którą w pełni się zgadzam) , że:
1. Temu małemu człowiekowi pozwala się na robienie tylko tego, na co ma ochotę
2. Nie chodzi także o budowanie enklaw i zmuszania otoczenia do akceptowania WSZYSTKIEGO, co taki człowiek zrobi.

Dalej mozemy przeczytać to, o czym już tu do znudzenia pewnie Wam pisze, ale o tym się niestety zapomina, że osoby w spektrum i tak stoją przed OGROMEM wyzwań rozwojowych.

Pozwolę sobie podać Wam przykład z życia wzięty.
Jeszcze latem, czyli całkiem niedawno Jaś potrafił kąpać się po kilka razy dziennie. Uwielbiał spędzać te gorące, letnie dni w wannie, gdzie znajdował przyjemne ochłodzenie i mógł przelewać sobie do woli wodę.
Ostatnimi czasy nabrał wannowej fobii. Na dźwięk lejacej się do wanny wody zaczynał uciekać i się trząść.
Wiadomo, że kąpać się trzeba.

Mogłabym zmuszać Jana do kąpieli i przechodzili byśmy za każdym razem istna wyczerpującą bitwę, która była dosyć niebezpieczna, bo Jaś potrafił rzucić się na kafelkową podłogę i walić głową… Tak było, nie zmyslam 🙁
Myłam wtedy Jasia po prostu, a kąpiel ograniczyłam do niezbędnego minimum.
Zorientowałam się, że to spływająca woda, a właściwie jej hałas i widok jak znika powodowały taki stres.

I wtedy stał się cud.
Postanowiłam skorzystać z konsultacji u Pani Aleksandry Oszczędy. Nie tylko w związku z kąpielą. Chciałam porozmawiać, zapytać, upewnić się w niektórych sprawach i dowiedzieć czegoś nowego.
Rozmowa trwała godzinę. Na prawdę było warto ją odbyć. Pani Ola powiedziała, jak ważne jest nazywanie każdej emocji, każdego wydarzenia, które się dzieje u Jasia.

Poskladalam to w całość. Tym bardziej, że była u nas wcześniej Olga, która to stosowała u Jasia, co wzbudzało moje niemałe zdziwienie i wyglądało nieco dziwnie, bo cokolwiek się nie działo, Olga to nazywała.
I było to skuteczne.
Byłam też w trakcie lektury tej książki, o której Wam piszę, postanowiłam zatem wprowadzić zasady w życie.
Odkrecilam wodę, poszłam po Jasia, który tulil się w ramionach taty, trzesac się niesamowicie, spocony i przerażony… 😞

No i zaczęłam tłumaczyć Jasiowi, że nie będę spuszczać wody i robić mu hałasu, ze będziemy się świetnie bawić. Przelewać i wylewać wodę. Że widzę, jak bardzo Jaś boi się uciekającej wody. Widzę, że jest przerażony. I Janek „topniał”. Nie mogłam w to uwierzyć, serio. Rozebrał się i wszedł do wody. Po czym wstał i powiedział: łochodzimy, co znaczy oczywiście wychodzimy i zaczął płakać. Zaczęłam znowu powtarzać to, co wcześniej starając się zainteresować go zabawą, która bardzo ludzi i mówić, że obiecuję, że woda nie będzie uciekać.

Jaś nie mówi zbyt dużo. Sprawia wrażenie, że nie interesuje go to, co mamy mu do powiedzenia, że nie słucha. Że nie rozumie. A jednak…
Po zabawie w wodzie, kiedy już czas było wannę opuścić, zapytałam, czy łochodzimy i kolejny już, setny raz zapewniłam, że nie będzie hałasu i woda nie ucieknie. Jaś nie od razu wyszedł, ale po chwili wstał, wyciągnął do mnie ręce i powiedzial łochodzimy.

Nie płakał. Nie krzyczał. Nie rzucał się. Nie bił ani nie szczypał. Powoli wytarlismy się i ubraliśmy, a ja powtarzałam, że jest mega dzielny i że nie będzie hałasu i jak bardzo się cieszę, że się dogadaliśmy. Byłam z nas bardzo dumna. Nawet nie wiecie.
Kolejne kąpiele wyglądały bardzo podobnie. Za każdym razem Jaś upewniał się, czy woda nie ucieka.
Widziałam, jak te ekstremalnie silne emocje, zaczynają być uporządkowane. Nazwane i poznane.
Ufff…

Dziękuję Pani Oli i Pani Aśce, które są siostrami 🙂 za to wszystko. ♥️

Instynktownie dużo wiem i czuję, ale są takie obszary, których do końca jeszcze nie ogarniam. Pewnie będą pojawiały się nowe.

Ogromnie dużo rozbija się o emocje.
W sytuacjach kiedy pojawiają się tzw. zachowania trudne często słyszymy: zostaw go, niech się wypłacze.
Tyle, że wtedy, jak zauważa autorka książki, pokazujemy dziecku, że jego emocje nas nie obchodzą. One nie biorą się z nikąd. Przecież to nie chodzi o to, żeby nam dokuczyć.

W ogóle to nazywanie emocji to jest niesamowita sprawa. Na prawdę. Polecam ♥️
Śmiesznie brzmimy i wyglądamy jak w kolko mowimy: 🤪
– Jaś jest szczęśliwy,
– Jaś jest smutny,
– Jaś się cieszy,
– Jaś jest wściekły,
– Jaś będzie tęsknił za tatą, jak wyjdzie
– Jaś jest szczęśliwy bo tata wrócił,
– Jaś się boi,
– Jaś jest zaciekawiony
– Jaś płaczę, bo….
– Jaś chce coś tam zrobić, ale nie może i to go denerwuje…

Cała masa tego…

I oswajamy to wszystko, co niezrozumiałe dla Janka.
Jaś, tak jak wiele dzieci w spektrum świetnie orientuje się w świecie przedmiotów.
Na tym też polega badanie dzieci i ich diagnozowanie na bardzo wczesnym etapie rozwoju (kilka miesięcy) – sledzi się ruch gałek ocznych. Dzieci w spektrum na obrazku, czy filmie przedstawiającym człowieka a w tle otwierające się drzwi, lub piłkę, czy klocek lub auto, skupią się na świecie przedmiotów. Nieautystyczne dzieci będą przyglądać się człowiekowi, patrzeć na jego twarz, w oczy. Autyści człowieka pominą.

Jaś zawsze wywala z zabawek wszystkie lalki i figurki przedstawiające postacie.
Nie znaczy to wcale, że Jaś odrzuca że swojego świata ludzi. Wręcz przeciwnie. On akurat, choć pewnie nie wszyscy autyści maja podobnie, bardzo lubi ludzi.
Często prowokuje takie momenty, że bierze mnie lub Krzyśka za rękę, sadza obok siebie i przybliża nam nasze twarze, żebyśmy się pocałowali 😁
Sytuacja jest o tyle ciekawa, że zdarza się, że jesteśmy z Krzyśkiem o coś na siebie źli i Jaś taki moment aranżuje no i wtedy nam wszystko mija. 💁‍♀️😁

Ale się rozgadałam….
Mam na temat książki jeszcze Wam dużo do powiedzenia i będę do niej jeszcze wracać.
Jedno jest pewne.
Musicie ją mieć.
Przeczytałam całą masę książek o spektrum i żadna z nich nie jest tak skonstruowana.
Meytoryczna i bardzo fajnie uporządkowana wiedza, przeplata się tu z praktyką i wieloletnim doświadczeniem. Książka wzbogacona jest opisami sytuacji, które na codzień przeżywamy pewnie w znakomitej większości. Pokazuje jak można wybrnąć z niektórych trudnych obszarów. Ale na pewno nie kosztem odmienności naszych dzieci. Nie poprzez zmienianie ich istoty.

Wszystkiego dobrego na Nowy Rok.

Dodaj komentarz