Największy autystyczny minus i największy autystyczny plus

Czyli autystyczna równowaga!

Naszło mnie dziś, żeby Wam o tym napisać. A to za sprawą męża Krzyśka, który zapuścił wieczorem repertuar muzyczny w postaci utworów Baranovskiego. Zapuścił i se poszedł, do swojej pracowni, a my z Jaskiem i Niną słuchaliśmy. Niektórych utworów po raz pierwszy.

No i poleciał taki utwór „Mamo”.
O tu możecie posłuchać, jeśli nie znacie:

Tekst leci tak:

Droga mamo, nie wrócę dziś do domu spać
Nie płacz za mną, powrócę, gdy nadejdzie czas
Będę próbował swoich sił,
będę upadał, żeby wstać
I choć nie będzie łatwo mi,
pamiętam każdą z twoich rad.
Droga mamo, będzie mi cię brakować, wiem
Twoich ramion chroniących mnie przed całym złem
Muszę pokonać własny lęk, stanąć ze światem twarzą w twarz
Choć wiem, że czasem będzie źle, zrobiłbym to jeszcze raz
Dokąd płynie rzeka naszych małych dni?
Dokąd nas prowadzi kręta, cienka nić?
Dokąd płynie rzeka naszych małych dni?
Dokąd nas prowadzi kręta cienka nić?
Droga mamo, nie wrócę dziś do domu spać
Nie płacz za mną, powrócę, gdy…

Wiem, że to jakby nieco dziwnie może zabrzmieć, gdy macie świadomość, że Jasiek jeszcze nawet nie ma 4 lat 😁
Ale to jakby bez znaczenia, bo słuchając tego pomyślałam sobie, jak bardzo chciałabym kiedyś usłyszeć/przeczytać/czy tam cokolwiek, od Jasia takie słowa.

To jest właśnie największy autystyczny minus z jakim się mierzę.
I pewnie nie jestem sama.

Najbardziej na świecie chciałabym, żeby Jaś kiedyś był gotów na to, żeby spróbować swoich sił, żeby upadać i się podnosić. Żeby umiał pokonać lęk i stanąć ze światem twarzą w twarz. Sam.

A ja umiałabym zaufać, że da radę. I nie muszę być obok.

Bo martwi mnie ten świat, który dla odmienności i inności jest taki parszywy. Nie ma się co łudzić. Jak czytam, słucham i widzę, to nie znajduję na to słów…

Tak…

I staram się robić wszystko, żeby tak kiedyś było.
O Ninę jestem spokojna, choć wiem, że nie będzie miała łatwo, bo jest niesamowicie wrażliwa i otwiera serducho na oścież.
Ale Jaś… Nie wiem jeszcze…
Ale mam nadzieję…
Bo lepiej mieć nadzieję, niż nic nie mieć. 🙂

A teraz o największym plusie. Dla równowagi. Mojej własnej 😉
Janek ma coś takiego niezwykłego w sobie, że aż trudno mi to opisać, nazwać słowami..

Ma przeogromną potrzebę bliskości. Ale też bliskości dla innych. W sensie i z innymi i dla tych ludzi. Żeby oni to poczuli też. Gdy pojawiają się u nas goście, sadza wszystkich bardzo blisko siebie. Często nawet na podłodze. Jaś kocha podłogę 😊 większość czasu na niej spędza. Dla osób w podeszłym wieku, może to stanowić pewną trudność, ale Janek jest tak zdeterminowany w osiągnięciu tego celu, że nie odpuszcza. 😁
Gdy Krzysiek wraca do domu, czy się wali, czy się pali, musi usiąść z nami w tym kole i spędzić chociaż chwilę razem. Zapominaliśmy o tym trochę. Jasiek czasami nawet przekręca nam twarze, żebyśmy na siebie patrzyli 😁 ciężko to opisać. To trzeba przeżyć 😁
Nie miał tak zawsze. Chociaż zawsze dążył do kontaktów z ludźmi. Nie ze wszystkimi. Cytując Olgę: jest selektywny towarzysko 😁

No i tak to się maluje.

Nie wiem, czy można napisać, że to się równoważy. Ten plus i mynus. Bo tych Jasiowych cech jest oczywiście więcej. Ale to są te szczególne.

To tyle. Na tyle.

Dodaj komentarz