Cykl artykułów: „Specjaliści” radzą!

Czyli parę słów o trudnych zachowaniach!

Uwaga! Zaznaczam, że nie będzie miło…

Gdy zabierałam się za ten temat, nie zdawałam sobie do końca sprawy, co się z tym wiąże. Ile wątków poruszę. Ile ran rozdrapię… Chciałam napisać o trudnych zachowaniach, o tym, co na ten temat mają do powiedzenia specjaliści: psychologowie, psychiatrzy, terapeuci, pedagodzy.
Internet wprost roi się od „cennych rad”, dawanym rodzicom w bardzo trudnych sytuacjach. Rodzicom, którzy znaleźli się w momencie, kiedy stali się bezradni. Kiedy całe otoczenie stało się bezradne. Kiedy wszyscy się odwrócili, bo nikt nie widział już wyjścia. Kiedy sytuacja doprowadziła dziecko do skrajności. Do tej ostatecznej granicy, kiedy zrobi krzywdę albo sobie, albo komuś. Albo już robi. Może nawet odbierze sobie życie, nie widząc żadnej nadziei…

Postanowiłam poruszyć ten temat. Dzięki Oldze (dziękuję <3) przyjął niesamowitą formę. Olga podsunęła mi, żeby do tych rad odniosły się osoby w spektrum. Pomijając grupy facebookowe, nie znajdziecie takiej przestrzeni w internecie, gdzie autyści dają rady w takich przypadkach.

Właściwie dlaczego?
Dlaczego nikt w takiej sytuacji nie zapyta osoby, która albo to przeżywała, albo doskonale rozumie, albo potrafi pomóc zidentyfikować źródło, albo po prostu, dzięki bardzo rozwiniętemu współodczuwaniu, będzie potrafiła faktycznie pomóc? A nie tylko dawać „złote rady”. I to takie, które często doprowadzają do eskalacji problemu, a nie do jego rozwiązania…

Najczęstszą radą jest pójście na „odpowiednią terapię”. I rodzic idzie z dzieckiem na terapię. Czasami ta terapia, gdy trafi się na osoby, które „wiedzą”, które potrafią się wczuć, jest zbawienna, a czasami kończy się tak:

„Ciało pięcioletniego Mikołaja, niepełnosprawnego intelektualnie chłopca w spektrum autyzmu, wygląda jakby ktoś przypalał go papierosem. Nie to jednak jest przyczyną ran: są to ślady po paznokciach, którymi chłopiec wydłubuje sobie dziury w ciele. Pod bujną czupryną kryją się wielkie jak jajka guzy i kilkucentymetrowe strupy. Mikołaj naprawdę bardzo cierpi. Każdego dnia. W każdej minucie swojego życia. Mikołaj nie mówi, bardzo słabo rozumie mowę.
Kiedy jednak jego „terapeutka” chwyta go za rękę, staje się cud: Mikołaj pisze na komputerze! Nie jest ważne, że gdy stuka w klawisze, chłopiec krzyczy i patrzy wszędzie dookoła, tylko nie na klawiaturę – przecież pisze! Potrafi na polecenie napisać nazwy najważniejszych szczytów na świecie. Napisał także przejmujące życzenia dla swojej babci z okazji jej święta. Czasem pisze także o swoim cierpieniu – cierpieniu chłopca uwięzionego w autystycznym ciele. Mikołaj z obłędem w oczach uderza przy mnie palcem w położoną przed nim klawiaturę. Widzę jak bardzo stara się sprostać oczekiwaniom. Nic z tego nie wychodzi, ale patrzy na mnie z nadzieją w oczach, więc nie okazuję mu, że to co napisał, nie ma absolutnie żadnego sensu. SDFSDWKSLDKJS@#>OJC(W@ – tak brzmi przekaz Mikołaja dla mnie. Ach, tak! Przecież Mikołaj „pisze” tylko wtedy, gdy jego „terapeutka” kieruje jego dłonią. Tylko jej „ufa”. I właśnie dlatego spędza z nią wiele godzin dziennie, pisząc i układając terapeutyczne układanki, których nienawidzi. Z powodu tego zaufania co chwilę wyje, wydłubuje sobie ciało paznokciami i rozbija swoją głowę o podłogę i ściany.”

Joanna Ławicka „Człowiek w spektrum autyzmu. Podręcznik pedagogiki empatycznej”

Pamiętacie artykuły o Dominiku, którego przypinano pasami w szpitalu psychiatrycznym? Prawie dorosły chłopak z pieluchą, kaskiem na głowie, rękawiczkami na rękach i pasami oplatającymi całe ciało.

Jeżeli nie znacie sprawy móżecie przeczytać o niej tutaj.
On, przez praktycznie większość swojego życia, doświadczał właśnie takiej „specjalistycznej” pomocy.
Jego historia znalazła jednak dobry finał.

Wiedziałam, że rady osób w spektrum będą się znacznie różniły od rad specjalistów, ale nie sądziłam, że to pójdzie w takim kierunku. Niektóre z nich są tak oczywiste, że aż wstyd, że nikt na to nie wpadł… Serio! Zawsze w takich momentach mam wrażenie, jakby w moim mózgu zapalała się lampka, albo neurony, które gdzieś tam bezładnie sobie były, skupiały się w doskonałą, spójną całość.

A wystarczyło spojrzeć z innej perspektywy. Z perspektywy osoby, która swoimi trudnymi zachowaniami, manifestuje przeogromny ból i cierpienie jakiego doświadcza. Przez „okulary” innej osoby w spektrum.

Czekam jeszcze na odpowiedzi. Nie wiem, czy je otrzymam, bo zdaję sobie sprawę, że nie wszyscy chcą do tego wracać…

Pewnie zrodzi się z tego kilka postów, bo temat jest niczym rzeka.

Dodaj komentarz