„Specjaliści” radzą cz.1 „Zachowania trudne”

Oto przed Wami rzeczywistość bardzo wielu osób w spektrum…
Zachowania trudne. Przez niektórych specjalistów zwane niepożądanymi.

Spieszę z wyjaśnieniem, co kryje się pod tym pojęciem.
W 1995 roku Schopler, Reichler, Basford, Lansing i Marcus wyodrębnili takie zachowania trudne:
• samouszkadzanie, np. gryzienie rąk, uderzanie głową;
• agresja, np. uderzanie lub plucie na innych;
• demonstracje, np. rzucanie przedmiotami, wrzaski, odchodzenie od stołu;
• uporczywe powtarzanie, np. branie przedmiotów do ust lub zadawanie pytań;
• niedostatki zachowania, np. impulsywność, nieumiejętność rozpoczynania czynności, unikanie kontaktu fizycznego, krótki okres uwagi i niezdolność do akceptacji zmian w czynnościach rutynowych.

Do najczęściej występujących zachowań autoagresywnych należą uderzanie w głowę inną częścią swojego ciała (47%), gryzienie (45%), uderzanie w głowę przedmiotami (42%), uderzanie rękoma w inne części ciała (35%), uderzanie się przedmiotami w inne części ciała (27%), szczypanie/drapanie (20%), pica (spożywanie niejadalnych obiektów; 19%), wkładanie palców w otwory w ciele (12%), polidypsja (picie dużej ilości płynów; 11%), trichotillomania (wyrywanie sobie włosów; 11%), bruksizm (zgrzytanie zębami; 7%), wymuszanie wymiotów (4%), aerofagia (połykanie powietrza; 1%) oraz inne (10%; Suchowierska i in., 2012). Z kolei zachowania agresywne, w które najczęściej angażują się osoby z występującymi zachowaniami trudnymi, to uderzanie drugiej osoby rękoma (75%), agresja werbalna (60%), uderzanie innej osoby przedmiotami (41%), bycie okrutnym (34%), drapanie (27%), ciągnięcie za włosy (23%), szczypanie (20%), gryzienie (18%) i inne (8%; Suchowierska i in., 2012).

Rodzice dzieci autystycznych i osoby w spektrum znalazłyby pewnie jeszcze kilka innych przykładów.

Wydaje mi się, że to chyba najtrudniejszy aspekt rodzicielski.
Z tego powodu postanowiłam poszukać, co na ten temat mają do powiedzenia specjaliści.
Zebrałam kilka porad, skierowanych do rodziców, terapeutów, przedszkolanek, nauczycieli.

Będzie sporo czytania.

Chciałabym zostawić Was z nimi na jakiś czas, żebyście je sobie przemyśleli, przetrawili. Rozważyli zgodnie z tym, co Wam podpowiada Wasz wewnętrzny głos, czy sumienie. 🙂

W kolejnych postach przeczytacie, co mają na ten temat do powiedzenia osoby w spektrum.

Zaczynamy:

❗️Sytuacja nr 1

Dziewczynka, lat 5, przejawiająca wg mamy całe spektrum trudnych zachowań (gryzienie, bicie, szczypanie, autoagresja, izolowanie się od innych dzieci, maluje ściany, niszczy meble, „robi okropne rzeczy”, ciągle jest bałagan, nie można wychodzić z nią na zakupy ani na spacer, bo wbiega pod samochody, zaczepia ludzi, przed wejściem do szkoły bije mamę na oczach innych i pyta, czy odczuwa ból. Mama skrajnie zmęczona. Od rodziny odsunęli się znajomi. Sytuacja bardzo trudna dla wszystkich.

Rada specjalisty:

Mgr Kamila Drozd, psycholog

Najważniejsze to nie zamykać dziecka w domu, bo jest „dziwne”. Trzeba prowokować go do kontaktu z innymi i uczyć reguł stosunków interpersonalnych. Bardzo dobrze, że Sara poszła do przedszkola. Nie wolno też dawać do zrozumienia dziecku, że jest przyczyną zmęczenia i powodem do samych zmartwień. Dzieci autystyczne lubią rutynę i niezmienność otoczenia, dlatego pomóc może stworzenie harmonogramu, w którym uwzględni się, co Sara będzie robiła w danych godzinach każdego dnia tygodnia. Proszę pamiętać, że nie jest Pani sama. Wiele rodziców dzieci autystycznych tworzy grupy wsparcia, zakłada fora w Internecie, dzieląc się swoim doświadczeniem i radami, jak wychowywać szkraba, u którego zdiagnozowano zaburzenie ze spektrum autyzmu.

Rada specjalisty:

Mgr Agata Majda

Dziewczynka powinna być jeszcze skonsultowana psychiatrycznie.Być może trzeba zastanowić się nad farmakoterapią w celu wyciszenia impulsywności i na pewno pracować terapeutycznie w sposób systematyczny. Nie pisze Pani jaki rodzaj terapii oprócz obserwacji Wam zaproponowano jednak należy się przy tym upierać. Zapraszam na konsultację w UK do Highworth.

❗️❗️Sytuacja nr 2

Dzien dobry. Syn ma 13 lat, jest agresywny wobec mnie, bije, rzuca sie na mnie, gdy ma zabronione np: jazde winda lub autobusem lub inny schemat. Choruje na autyzm , ma tiki, zaburzenie obsesyjlo kompulsacyjne. Mam coraz mniej mu sie przeciestawic, zabronic. Nie chce brac leków. Co robic ?

Rada specjalisty:

Mgr Patrycja Nosel – psycholog

Szanowna Pani, czy dziecko pozostaje pod kontrolą lekarza psychiatry? W przypadku zachowań agresywnych u pacjentów autystycznych często stosuje się leczenie farmakologiczne (neuroleptyki) w połączeniu z oddziaływaniem terapeutycznym (terapia behawioralna). Czy aktualnie korzystacie Państwo z pomocy psychoterapeutycznej i/lub psychiatrycznej? Jeżeli nie, zachęcam do tego. Proszę również pamiętać, że agresja u dzieci cierpiących na autyzm nie jest przejawem ich złej woli, lecz formą komunikacji z otoczeniem. Dlatego tak ważne jest, aby pacjent był poddawany odpowiedniej terapii ułatwiającej mu codzienne funkcjonowanie w życiu rodzinnym i społecznym. Osoby autystyczne w inny sposób komunikują swoje uczucia oraz mają tendencję to zachowań powtarzalnych tzw. stereotypowych.
W radzeniu sobie z różnymi trudnymi zachowaniami dzieci z autyzmem (np. agresją czy autoagresją, napadami złości) rodzice zwykle szkoleni są z zakresu metod behawioralnych. Takie metody pozwalają opanować pewne nieakceptowane społecznie lub niebezpieczne zachowania u dzieci. Najważniejsze jest zachowanie codziennej stałości rutyny i otoczenia wokół dziecka, nienagradzanie niewłaściwych zachowań dziecka (samo zwracanie na dziecko uwagi może być odbierane jako nagroda!) oraz unikanie bodźców sprawiających dzieciom przykrość. Rodzice powinni trudne zachowania starać się zastępować zachowaniami
adaptacyjnymi, a nie po prostu na nie niezezwalać, licząc na to, że same ustąpią. Powinni być także konsekwentni, a więc postępować cały czas według tej samej strategii reagowania wobec dziecka, by nauczyć je wypracowania właściwych reakcji.

❗️❗️❗️Sytuacja nr 3

Autystyczne zachowanie dziecka
Mam w przedszkolu dziecko, które zachowuje sie jak autysta. ma2lata.Kontakt wzrokowo nikły, wogóle nie reaguje na polecenia jakby wogole nie słyszał, ciągnie za włosy, popycha bije bez powodu, przy tym wogole nie widać emocji na twarzy. Powtarza cały czas słowa. Czesto biega w kółko , jest nadpobudliwy. zbawienna jest muzyka wsłuchuje się. W domu robi to samo.Jego mowa nie jest uboga, ale bardziej w formie powtarzania po nauczycielu.Potrzebuje porady

Rada specjalisty:

Mgr Edyta Kołodziej-Szmid, psycholog


Opisane problemy w zachowaniu syna są niepokojące. Uważam, że powinna Pani udać się z nim na badanie psychologiczne do psychologa ze specjalizacją w zakresie psychologii klinicznej. dziecka. Jeżeli Pani podejrzenia co do jego autyzmu się potwierdzą koniecznie trzeba nawiązać kontakt np. z Krajowym Towarzystwem Autyzmu lub inną organizacją działającą na rzecz dzieci z tym rozpoznaniem w Pani mieście, W Gdańsku np. godnym polecenia jest Stowarzyszenie Pomocy Osobom Autystycznym które prowadzi Specjalny Ośrodek dla dzieci i młodzieży z autyzmem w którym można dokonać specjalistycznej diagnostyki oraz objąć dziecko terapią która pomoże mu rozwinąć się i zapobiegnie daleko idącej degradacji jego psychiki. Praca z dzieckiem autystycznym wymaga specjalistycznych metod zarówno uczenia go jak i wychowywania. Im szybciej podejmie się pracę z autystykiem tym większa szansa na lepsze jego funkcjonowanie w późniejszym czasie.
Proszę nie bagatelizować sprawy.

Sytuacja nr 4

A teraz ogólne rady. Nie dotyczące konkretnych sytuacji, jak te powyższe.

⚠️Joanna Kmieciak, psycholog

Aby uniknąć trudnych sytuacji, szczególnie w miejscach publicznych, rodzice często robią wszystko, aby to dziecko uspokoić, aby po prostu przestało krzyczeć. I to jest ogromny błąd, bo dziecko wtedy uczy się, że jest to dobra metoda na uzyskanie tego, czego właśnie chce. Rodzic zaspokaja pragnienie, które zrodziło się w danej chwili, bądź usuwa przeszkodę. Natychmiast, kiedy tylko zacznie krzyczeć.
Każdy rodzic wie, że jeżeli pozwoli dziecku na wszystko, to w przyszłości wszystko będzie musiał mu dawać.
Podstawą jest ogromna konsekwencja. Jeżeli postanawiamy, że na dane zachowanie reagujemy w dany sposób, nie dopuszczając do tego, by dziecko te swoje wybuchy agresji doprowadzało do takiego stanu, że wszuscy oglądają się i patrzą w naszym kierunku, to musimy konsekwentnie postępować we wszystkich sytuacjach. W domu i wtedy, gdy mamy widownię. Jest to jedyny sposób, aby dziecko z autyzmem nauczyło się panować nad swoimi emocjami.

Źródło: https://www.youtube.com/watch?v=_mtPDpaoumU

⚠️Celina Twardysz, terapeutka, trenerka metody Attention Autism

1. Odnaleźć przyczynę. Zachowanie trudne można zobrazować używając góry lodowej. To, co widzimy, to tylko wierzchołek góry lodowej, widoczny dla oka. Całość składa się jeszcze na ten ogrom, który jest pod powierzchnią. Coś, czego nie widzimy i o czym nie wiemy. Dziecko płacze, bądź krzyczy bo np. Jest głodne, zmęczone, bo nie spało całą noc, może „brać” je jakaś choroba, może czuć się osamotnione, może potrzebować naszej uwagi, może mieć niską samoocenę. Przyczyn może być tyle, co dzieci.
2. Po zidentyfikowaniu przyczyny, możemy ją zlikwidować – wyłączyć światło, zredukować hałas, wycinanie metek, nie zakładanie ubrań, które bardzo drażnią dziecko, poszukać wspólnie ulubionych rzeczy. Jeżeli niemożliwe je zlikwidowanie, możemy ją zminimalizować – nagrać ulubione piosenki np. Na mp3.
3. Jeżeli dziecko zaczyna się denerwować, myślę o tym, co mogę mu pokazać, co mogę mu zaśpiewać, żeby dziecko zapomniało o trudnym momencie. Można wykorzystać rzeczy, które dziecko lubi. Jeśli dziecko lubi litery, można zacząć pisać je na kartce, zabawa w: co jest na literę?, pisanie wyrazów, analogicznie z cyframi. Chowanie do kieszeni „skarbów” – zaciekawienie dziecka: „co mam w kieszeni? Jaki mam skarb?” – kamyki, koraliki, patyczki, cokolwiek.
Zabranie ze sobą na trudne spacery magicznego worka z kilkoma fajnymi rzeczami – bańki z rękawiczką, Play-Doh (tutaj pada cała masa pomysłów do zabawy Play-Doh, nie będę opisywać wszystkich ;)), przyklejające się karteczki i pisak – piszemy imiona – jak masz na imię? Jak ma na imię twoja mama? itd., zabawki z Kinder Niespodzianek, nożyczki i taśma kolorowa – można zrobić tor dla auta (bawimy się tymi wszystkimi przedmiotami tak jakby były najwspanialsze na świecie).
Ważne jest aby dziecko podążało za nami.
Kolejną radą jest zmiana miejsca, spacer, pójście na plac zabaw, liczenie schodów, podskakiwanie, cokolwiek co dziecko lubi. Warto jest uczestniczyć w tych zabawach. Zaproponowanie dziecku, żeby opowiedziało o swoich zainteresowaniach i pasjach, pokazało je jeśli to możliwe.
Mamy być razem z dzieckiem.
4. Tworzenie planów zajęć – bezpiecznej i przewidywalnej atmosfery – w formie obrazków, tekstów, w zależności od możliwości dziecka.
5. Metoda małych kroków, bez nacisków.
[Zaznaczam, że pominęłam sporo pomysłów z uwagi na to, że tekst stałby się zbyt obszerny.] [Z bólem serca] 😀

Źródło: Profil Pani Wiaderko – Celiny Twardysz

⚠️Rady na stronie Autism Speaks

Planowanie może pomóc ograniczyć trudne sytuacje. Ale prawdopodobnie nie zapobiegnie wszystkim. Oto moja rada dotycząca radzenia sobie z kryzysem behawioralnym w miejscu
Zachowaj spokój. Weź głęboki oddech i minutę, aby ocenić sytuację.
Zatrzymaj się i pomóż swojemu dziecku. Jeśli to w ogóle możliwe, przerwij to, co robisz i skup się na pomocy dziecku w uspokojeniu się. Użyj jego technik radzenia sobie i / lub spróbuj odwrócić uwagę.
Powiedz osobom postronnym, co musisz zrobić. W razie potrzeby powiedz coś w stylu: „Mój syn ma autyzm. Cofnij się. Przestrzeń pomaga mu się uspokoić. ”Niektórzy rodzice noszą wizytówki wyjaśniające autyzm i zachowanie ich dziecka. Możesz po prostu przekazać kartę osobie
postronnej, aby zasygnalizować twoją potrzebę. Większość ludzi chce pomóc, gdy zrozumieją, co się dzieje. Nie bój się więc poprosić kogoś o pomoc kierownika sklepu lub poprosić osoby postronne o usunięcie niebezpiecznych przedmiotów z drogi. W skrajnej sytuacji może być
konieczne poproszenie kogoś o telefon na 112. Nikt nie lubi tej opcji. Pamiętaj jednak, że Twoim priorytetem jest zapewnienie bezpieczeństwa Twojemu dziecku i osobom wokół niego.

______________________________________________________________________________

„Do końca życia nie zapomnę, jak na dużej, międzynarodowej konferencji w Polsce w czasie swojego wystąpienia uznany autorytet w zakresie pracy z dziećmi w spektrum poinformował, że prowadzi warsztaty dla nauczycieli, na których uczy, jak przytrzymywać siłą dzieci, by nie połamać im miednicy ani kręgosłupa… I nawet nie ten fragment wystąpienia był najbardziej wstrząsający, lecz aplauz zachwyconej, liczącej sobie kilkaset osób widowni. Na pytanie prowadzącego kto z uczestników prelekcji chciałby wziąć udział w takim warsztacie, przytłaczająca większość specjalistów i rodziców podniosła ręce do góry. W kuluarach wybrzmiewały rozmowy przejętych nauczycieli, którzy dzielili się żalem, że nie ma takich kursów w Polsce, gdyż oni często sami chcieliby lepiej unieruchomić dziecko, lecz boją się zrobić mu krzywdę. W tym punkcie może warto zastanowić się nad pojęciem robienia krzywdy…”

Joanna Ławicka, „Człowiek w spektrum autyzmu. Podręcznik pedagogiki empatycznej”

Tak… Robienie krzywdy… To stało się przedmiotem naszego wspólnego zastanawiania się nad problemem trudnych zachowań. Celina Twardysz, która została poddana ocenie osób w spektrum, nie może dojść do siebie. Ja też nie. Po tym, co czytam ciężko się pozbierać… Posłuchajcie, co miała do powiedzenia po tym, jak zmierzyła się z tematem… Dziękuję jeszcze raz! <3 To bardzo wartościowe doświadczenia dla mnie. To pięknie jest wiedzieć i czuć, że są takie osoby, które rozumieją, chcą wspierać, robią wszystko, żeby dotrzeć do osoby w spektrum. Żeby zrozumieć jak działa ich odmienny system operacyjny. Nawet nie wiecie jak serce rośnie. Ogromnie to wzrusza.

Teraz czas żebyście dowiedzieli się, co o radach specjalistów i o zachowaniach trudnych mają do powiedzenia osoby w spektrum.

Wybaczcie, ale temat jest na tyle dla wszystkich trudny, że niektóre osoby, które zdecydowały się skomentować to, co specjaliści mają do powiedzenia, wolą pozostać anonimowe.

Wszyscy jednoznacznie uznali, że trudno odnosić się do problemów, nie znając tła. Nie wiedząc, co dzieje się w rodzinie, szkole, co dzieje się z dzieckiem.
To powszechne spojrzenie na temat. Tak właśnie próbuje się, często bezskutecznie, rozwiązywać różne konflikty w szkołach, przedszkolach. Skupiając się jedynie na tym, co widać. A widać agresję w stosunku do otoczenia i względem siebie.
Z tym musimy sobie poradzić.
To trzeba ogarnąć, bo w końcu coś na prawdę się stanie! „Coś z tym trzeba zrobić” – słyszymy w programach typu Uwaga, czy Interwencja.

Pomyślcie proszę, ile razy dziecko miało okazję słyszeć, to co myślą o nim rodzice/opiekunowie/nauczyciele/rówieśnicy. Podczas rozmów z przychodzącymi gośćmi, między nauczycielami, między rówieśnikami, w klasie, na boisku, w sklepie, u lekarza. Praktycznie słyszy to cały czas! Cały czas słyszy jakie jest złe. Jakie jest trudne. Jakie jest zepsute i wypaczone. Jak nie potrafi nic innego tylko krzywdzić innych… Jak wszyscy mają już jego dość i wydaje im się, że ono nic z tego wszystkiego nie rozumie…

Mieliście tego świadomość?

Być może dotyczy to Waszych rodzin bezpośrednio lub pośrednio. Być może, któreś z Waszych dzieci, chodzi z podobnym dzieckiem do klasy…

Spójrzcie proszę pod powierzchnię! Zobaczycie wtedy ocean bólu i cierpienia.

Pozwoliłam sobie zamieścić schemat Pani Beaty Chrzanowskiej-Pietraszuk, żeby Wam to zobrazować. Mam nadzieję, że Pani Beata Chrzanowska-Pietraszuk nie będzie miała mi za złe. Dziękuję Aleksandra Rumińska za podesłanie. ❤️

ŻADNE z tych dzieci NIE MA ZAMIARU krzywdzić NIKOGO! To, że to robi jest spowodowane TOTALNĄ BEZRADNOŚCIĄ i ODCZUWANIEM BEZMIARU BÓLU!!!

Przygotujcie się na sporą dawkę empatii, współodczuwania, zrozumienia, opisu bardzo trudnych doświadczeń.

Oto pierwsze z kilku odniesień osób w spektrum do rad specjalistów.

Oto jak powinno się na to spojrzeć. Na prawdę warto to przeczytać!

Wrzucam oryginalne brzmienie tekstu. Nie zmienię w nim nic, bo zatraciłabym istotę.

Pkt 1. Odnośnie „Konkretne rady, konkretne sytuacje”:
Trudno mi się odnieść do zaleceń, bo tutaj jest bardzo mało wglądu w sytuację i tych wspomnianych konkretów. Kilka zdań będących powierzchownym opisem sytuacji, całkowity brak tła. Nie wiadomo co się dzieje w rodzinie, nie wiadomo co się dzieje w szkole, nie wiadomo, czy tak jest od pewnego czasu, czy od czasu jakiejś zmiany w rodzinie lub dalszym otoczeniu, czy bez zmiany.

Najlepszą radą byłoby podanie odpowiedniego lekarza lub przychodni w zależności od miejsca zamieszkania. W tych poradach są bardzo sprzeczne informacje, np. bardzo słuszne „agresja nie jest umyślnym krzywdzeniem, ma jakąś rolę komunikacyjną” i zaraz potem polecanie behawiorki… Czyli dosłownie jest informacja, że to komunikacja i potem zalecenie co zrobić, żeby nie było takich komunikatów. Praktycznie wszystkie opisane problemy dotyczą wyłącznie problemów dla opiekunów, czy to rodziców, czy pracowników przedszkola/szkoły.

To, to i to jest problemem u dziecka, bo MNIE to przeszkadza w jakiś sposób. Nawet nie wiem, czy zagrażanie własnemu zdrowiu można uznać za wyjątek, bo w końcu to też jest problem dla rodzica – organizacyjny, finansowy, czasowy – jak trzeba dziecku udzielić pomocy bo sobie rozcięło skroń czy może mieć wstrząs mózgu. MNIE przeszkadza dziecko bo gryzie, bo „nie słucha poleceń”, bo nie da się z nim porozmawiać, bo jest nadpobudliwe i nie ma spokoju, bo zaczepia ludzi, bo wbiega komuś pod samochód itd. Zrzec się praw do dziecka jeszcze można, skoro jest tak irytujące.

Sugerowanie, żeby nauczyć dziecko „akceptowalnych” i „bezpiecznych” zachowań jest moim zdaniem szkodliwe i po paru latach się odbije na rodzicach – objaw zniknie, przyczyna pozostanie. Moje odreagowywanie tych samych problemów w różnych momentach życia było bardzo różne ze względu na te restrykcje właśnie. Skoro rodzice kontrolowali w co gram, to trzeba było wybrać coś innego, niż gry rzekomo „za brutalne” – i niestety o ile gry to fikcja, tak wybrane zamienniki fikcją nie były. Skoro już można było grać w co się chce, to można było odreagowywać tam i nie było potrzeby na odreagowywanie w inny sposób (żeby żaden palant nie wpadł na pomysł turbokontroli nad dzieckiem, to nie opiszę innych sposobów 🙂 ).

Przywalali się do samookaleczeń, to można było zacząć nosić bokserki (tj. inne niż dotychczas, bo lubię je nosić z wielu innych powodów – po prostu luźniejsze, żeby strupy nie przywierały) i okaleczać się pod nimi, bo przecież majtek ściągnąć to psychiatra kazać nie może, co najwyżej urolog czy ginekolog. Do dziś mam niektóre blizny, inne zarosły, bo w momencie gdy były tam jeszcze krwawiące rany to nie było włosów. Skoro nie można krzywdzić innych fizycznie i psychicznie, to można to skierować na siebie i wtedy już nikt się nie dowie, bo tego nie zauważy – oczywiście mówię tu o starszych dzieciach, a spodziewam się, że te opisane w tekstach kiedyś będą nastolatkami, bo w naszym kraju raczej dzieci dożywają dorosłości.

———
Pkt 2. Odnośnie „specjaliści o sytuacjach trudnych”. Tu jest kilka tekstów, to napiszę po kolei:
1. Typowo, do tego sugerowanie, że dziecko jest małym manipulatorem i ma „widownię”… nie miewam stereotypowych meltdownów, ale rzadko – bardzo rzadko – zdarza mi się, że na nieprzyjemną sytuację (praktycznie zawsze to centra handlowe) reaguję meltdownem bardziej „wewnętrznym” i fizycznie niegroźnym dla otoczenia. Piszę z perspektywy osoby dorosłej i wcześniej nastolatka – wiadomo, że opisane zachowania właściwe dla dzieci u dorosłych skończyłyby się pewnie przyjazdem policji i podejrzeniem o bycie pod wpływem narkotyków, więc kładzenie się na ziemi i krzyczenie nie wchodzi w grę. Dla otoczenia wygląda to tak, że widać po mnie agresję (werbalną), zaczynam opowiadać różne rzeczy o tym że np. chcę zdechnąć, a ludzi dookoła należy zastrzelić, że to doskonałe miejsce na strzelaninę, że chcę sobie rozjebać łeb o szybę. Jestem w gotowości do zrobienia sobie krzywdy, jeśli miałoby mnie to wyzwolić od tej sytuacji. Nic nie robię poza mówieniem. To widzi otoczenie i pewnie to bardzo złe zachowanie i w ogóle. A co jest w środku? Nie mogę usiedzieć w miejscu. Zmienia mi się widzenie – wszystko jest zdecydowanie bardziej jaskrawe, wyraźne, wręcz bijące po oczach, co często jest potęgowane przez wyjątkowo jasne kafelki i mocne światło (samo w sobie jest niemiłe, wtedy jeszcze bardziej). Gdyby nie wyżej opisane tło prawne (wezwanie policji i takie tam) to najlepszą opcją byłaby ucieczka – jestem w klasycznym trybie „uciekaj lub walcz” (fight or flight). Cały mój organizm jest gotowy do obrony – werbalnej, fizycznej. Stąd też pobudzenie, zmiana ciśnienia krwi i bardzo wyraźne, jaskrawe widzenie. To, co dla osoby postronnej jest wulgarnymi odzywkami i rozwydrzeniem (wersja dla osób 18-) jest w istocie stanem, w którym cały mój organizm jest w gotowości do obrony przed realnym zagrożeniem. Może to eskalować na zewnątrz albo do wewnątrz, jeśli nie mogę sobie pozwolić na eskalację na zewnątrz, np. w pociągu – kończy się to kilkugodzinnym nieraz odreagowywaniem. Jedyne, co mnie trzyma przed ucieczką to to, że za takie zachowanie – bo nie mam już kilku lat – zapewne złapie mnie ochrona sklepu czy wywali konduktor, a w końcu chcę dojechać na miejsce. Nie można tego po prostu opanować. Jeśli komuś sobie trudno wyobrazić, to może będzie łatwiej w odniesieniu do czegoś, czego nie lubi… może są tu osoby, które panicznie boją się pobierania krwi, prawie mdleją? A może węży i padalców? Albo zastrzyków? Czy świadomość, że nic wam nie zrobią naprawdę sprawia, że można po prostu wziąć i się uspokoić? Gdyby reakcje obronne organizmu były tylko kwestią chęci, to chyba niewielu ludzi dożywałoby dorosłości.


2. Kolejny akapit o odnajdywaniu przyczyn – całkowicie się zgadzam. Powodów jest od zajebania i fajnie, że ktoś to dostrzega. Część może być właściwa dla autystycznych dzieci, część dla absolutnie każdych – bo jest chore, bo mało spało, bo ma coś w bucie i je boli, bo wystraszyło się piszącego zepsutego tramwaju itd. Szkoda, że takie oczywiste rzeczy, jak „weź zajmij się swoim dzieckiem, również czymś manualnym, jeśli lubi” muszą być radami specjalistów. Moja lekarz rodzinna jest pediatrą ze specjalizacji, więc siłą rzeczy w poczekalni mam zwykle rodziców z małymi dziećmi. Podobnie i często jeżdżę pociągiem, gdzie są również rodziny z dziećmi. Obserwuję niestety dwa skrajne podejścia. Od ignorowania bo przestanie (hehe, nie) i „nie rób scen” (w skrócie) do zaangażowania. Ciesze się kiedy widzę, że rodzic – tak jak tu sugeruje owa pani w odniesieniu do autystów – bawi się z dzieckiem, stara się zainteresować je otoczeniem, angażuje je w jakieś manualne zadania, stara się zapewnić przewidywalność i bezpieczeństwo. Nie ma to nic wspólnego z autyzmem, a z rozumem i godnością człowieka. Bardzo wiele dobrych rad odnośnie postępowania z osobami z ASD jest tak naprawdę dobrymi radami do postępowania z ludźmi w ogóle.


3. Odnośnie rad na stronie Autism Speaks. Rady są bardzo ogólnikowe, więc trudno mi się do nich odnieść. To, co może jednocześnie brzmieć dobrze może brzmieć jednocześnie źle. Np. takie poproszenie osoby pracującej w danym miejscu o pomoc – to zależy jak się to zrobi, gdzie i jaka to będzie pomoc, więc trudno to jednoznacznie ocenić. Jedyne, do czego się mogę przyczepić to chyba jedyny konkret, czyli zadzwonienie na 112. Pomijam już fakt, że może być to nieuzasadnione wezwanie i mandacik, to o co chodzi? Straż pożarna czy pogotowie gazowe odpada, zostaje policja i pogotowie. I co mają zrobić? Pomóc w wyprowadzeniu dziecka? Zabrać je do szpitala? Jeśli dziecko już nie jest w stanie samodzielnie opuścić danego miejsca ze względu na bardzo silny strach, to przecież nie trzeba wzywać służb, żeby pomogły – wystarczy ktokolwiek. Wyobrażam sobie, że takie postępowanie może wzbudzić silny lęk przed służbami mundurowymi czy pracownikami opieki medycznej. Ci mogą przecież tylko spacyfikować dziecko tymczasowo, ale będzie to wyłącznie doraźna pomoc i nie wiadomo, z jakimi konsekwencjami.

__________________________________________________________________________

Ogromnie dziękuję za podzielenie się tymi przemyśleniami! <3

2 komentarze

Dodaj komentarz