Wybiórczość pokarmowa w dobie pandemii

Dziś krótko i treściwie. Ale za to pozytywnie. 🙂

Wiecie, jak to jest jak Wasze dziecko nie je praktycznie nic poza kilkoma (dosłownie) produktami, które samo zaakceptowało?

Powiem Wam, że nie jest łatwo. 😀

Pisałam Wam już kiedyś, że zdarza nam się pokonywać niezłe dystanse po to, by znaleźć Jana ulubiony produkt. Zdarza się, że czasami go nie ma w jednym jedynym sklepie oddalonym o 30km od naszego domu. Wtedy ogarnia mnie rozpacz. Bo wiem, że Jan czeka na swój ulubiony serek.

Wysłałam dzisiaj Krzyśka z misją zdobycia Serka wiejskiego firmy Krasnystaw. Bardzo liczne próby oszukania jasiowego wyczulenia na smak zakończyły się fiaskiem. Przekładanie serka do miski, czy próba zasłaniania etykiety na nic się zdawały. Jaś albo odsuwał rękę, albo rozpoznawał serek po samym zapachu. Teraz nawet jak przekładam właściwy serek do miseczki to nie do końca mi ufa 😀 Więc już nie mogę próbować stosować tych forteli.

Mija jakiś czas… Dzwoni Krzysztof.

– Nie ma serka. – mówi z niepokojem w głosie.

– Jak nie ma?! Idź! Pytaj! – mówię widząc oczami wyobraźni rozczarowanie Jana po powrocie taty ze sklepu. Bez serka.

-No byłem. Pytałem pani. Nie mają.

„Że też ludzie muszą żreć ten serek na potęgę, akurat teraz…!” – myślę sobie w duchu i zastanawiam się „co dalej?!”

Dzwonię do innego sklepu. Odbiera uprzejmy pan. Ja opisuję sytuację. (Nie pierwszy raz wprawiam ludzi w zakłopotanie i pewnie mocno się zastanawiają, czy jestem aby zdrowa na umyśle).

-Połączę z informacją. Tam pani powiedzą, czy mamy, czy nie.

Czekam na sygnał, będąc wdzięczna człowiekowi, że się nie rozłączył. 😀 Odbiera pani. Powtarzam tą gadkę, co poprzednio. Chwila ciszy.

– Niestety, ale nie mam dostępu do systemu, żeby to sprawdzić.

Moja determinacja jest na tyle duża, że jednak staram się jakoś na nią wpłynąć, bo słyszę w głosie, że albo nie chce, albo ma ważniejsze rzeczy do roboty (co doskonale rozumiem). Ale może jednak się zlituje. Jest nieugięta.

-Proszę przyjechać i sprawdzić.

Co to jest te głupie 40 km w końcu… 😀 Po serek…

Coś mnie tknęło i napisałam na messendżerze do sklepu w Starogardzie. Bardzo szybko dostałam odpowiedź, że to nie jest żaden kłopot i pani/pan (wtedy nie wiedziałam jeszcze) już sprawdza.

Z niczym nie da się porównać tej radości, że ktoś się przejął i sprawdzi! 😀 Serio! 😀

Bardzo mnie cieszą takie przejawy życzliwości u ludzi. Doświadczamy tego chyba dosyć rzadko niestety.

I za chwilę wyskakuje mi zdjęcie z serkiem! To ten! Ukochany przez Jana serek bez GMO 😀 Co za radość!

Za chwilę pojawia się wiadomość prywatna i okazuje się, że osoba ze sklepu, z którą rozmawiam, jako pracownikiem, to znajoma z fb 😀

Wiesia, praktycznie się nie znamy, znamy się tylko dzięki fb, ale na prawdę Ci dziękuję, za chęć i okazaną pomoc w zdobywaniu tego cennego dla nas towaru. 😀 <3

Takich ciekawych historii mamy za sobą już kilka.

To by było na tyle.

Pozdrawiamy Was i życzymy, abyście wytrwali ten trudny czas, wzajemnie się wspierając i pomagając. Zachowując przy tym niezbędną ostrożność. 🙂

Dodaj komentarz