Perpetuum mobile

Dziś znowu będzie o rzeczach trudnych, ale tylko po to, żeby rzeczy trudne stały się prostymi.

Nie wiem, czy tytuł do końca jest dobrą przenośnią do tego, co chcę Wam opisać, ale w jakimś stopniu oddaje charakter tego zjawiska.

Rodzice, opiekunowie, terapeuci, czy osoby, które przyglądają się rozwojowi dzieci w spektrum autyzmu są w stanie dostrzec, że tworzą sobie one tzw. rytuały. Lubią, gdy pewne czynności (jedne dzieci bardziej, inne mniej), następują po sobie.

W przypadku Jasia ten mechanizm jest dosyć skomplikowany i ulega zmianom. Pojawiają się różne wariancje. Co jest ciekawe, bo nie popadamy w rutynę. 😀 Aczkolwiek, razem z Krzyśkiem wiemy, że jeśli Jaś co najmniej dwa razy powtórzy jakąś czynność, to z pewnością stanie się to na pewien czas naszym wspólnym rytuałem.

Oprócz tego Janek tworzy sobie w głowie schematy pewnych czynności. Ostatnio takim schematem stało się przyjeżdżanie po nas taty Jasia, gdy ten uzna, że już się „nawędrował”. Mówi wtedy: tata, auto, albo prosi o mój telefon i włącza aplikację „Let me talk” i tam mamy swój własny komunikat: Jaś, przyjedzie po nas tata. Stajemy wtedy na skraju drogi, dzwonimy po taksówkę 😀 i czekamy.

Nasza taksówka 😀

Teraz wyjaśnię Wam skąd tytuł.

Ale najpierw wrócę pamięcią do trudnych chwil. Gdy Jasiowi postawiono diagnozę. A ja zaczęłam szukać informacji o autyzmie i funkcjonowaniu dziecka autystycznego. Jakoś tak, dziwnym trafem, wszystko co znajdowałam było bardzo przerażające. Dzieci i ich trudne zachowania. Rodzice, którzy bezskutecznie próbują kolejnych nowych terapii i „nic nie pomaga”. Wszyscy rozkładają ręce. Widziałam filmiki z trudnymi zachowaniami. Z autoagresją i agresją względem otoczenia. I zaczęłam czekać. Bo przecież skoro tak jest, to u nas też tak będzie.

I wpadłam w okropną pułapkę. Sama ją na siebie zastawiłam i sama w nią wlazłam. Problem w tym, że razem z Jankiem.
Gdy tylko pojawiał się trudniejszy moment, ja zaczynałam panikować. Jaś dostrzegając, że dzieje się z nim coś dziwnego i nie umiejąc tego jeszcze zakomunikować ani mi, ani czasami sobie wyjaśnić, zaczynał się bać. Widząc moje przerażenie, zaczynał bać się jeszcze bardziej. I tym sposobem stworzyliśmy sobie nasze perpetuum mobile.

Z szacunku dla Jasia, nie będę wdawać się w szczegóły.

W każdym razie napędzaliśmy się nawzajem. Gdy pojawiał się ten trudny moment, Jaś był przerażony, bo matka znowu zacznie wariować. Do energii, która niczym w reakcji chemicznej zaczyna się wydzielać matka doda swój katalizator i nastąpi wybuch.

Bez żadnej strategii poradzenia sobie z sytuacją.

Bez możliwości wyciszenia jednej i drugiej strony.

Bez mechanizmów samokontroli chociażby u jednej z osób.

Bez nazwania emocji.

Bez uświadomienia sobie tych emocji.

Bez wsparcia.

Bez akceptacji.

Bez zrozumienia.

Z frustracją.

Ze złością.

Ze strachem, przerażeniem i paniką.

Z mechanizmem napędzającym.

Z silnym katalizatorem.

Byłam niczym grafitowe zakończenia prętów w reaktorze w Czarnobylu. Jedyne co mogłam spowodować to katastrofa.

Nie obwiniam siebie. Nie obwiniam rodziców. Nie obwiniam dzieci. Nikomu nie chcę postawić żadnych zarzutów. 😉 Po prostu nie wiedziałam. Nie miałam świadomości następstwa niektórych zdarzeń. Nie wiedziałam, że Jaś to wpisał w schemat: trudna emocja – zaczynam się denerwować – mama zaczyna się denerwować – nie uspokoimy się razem – BOOM!!!!

Chciałabym Was przestrzec i pomóc Wam zrozumieć jak napędza się ta spirala. Jak napędza się ten okropny mechanizm, który można zrozumieć, nauczyć się go odczytywać, znaleźć przyczynę, poszukać wspólnego rozwiązania, bo Jaś nam pokazuje, jak można mu pomóc. Trzeba to tylko obserwować i zachować spokój. Przyczyny mogą być bardzo prozaiczne. Wynikają z trudności komunikacyjnych lub braku możliwości zidentyfikowania problemu przez dziecko. Dziecko może nie wiedzieć czego chce. Coś się z nim dzieje, a ono nie wie co. Nasza rola się wtedy uruchamia. Jesteśmy po to by wspierać. I to przynosi ogromną satysfakcję, gdy uda się nam odnaleźć powód. Gdy uda nam się stworzyć mechanizm, który pomaga to wyciszyć. Sami mamy ich sporo względem naszych trudnych emocji. Zastanówcie się chwilę i będziecie wiedzieli, co mam na myśli.

Życzę Wam dużo wytrwałości i dużo sukcesów.

Nie starajcie się eliminować trudnych zachowań, bo one prędzej, czy później się zmodyfikują, albo przybiorą na sile. Szukajcie przyczyn. Tylko tak to działa!

Jeden komentarz

  • Atypowyjanek

    1 czerwca 2020  w  14:53

    Córunia przerobiliście wspólnie z Krzysiem temat na 6.Ninusia,nie przeczę,też ma swój wkład.Ja staram się dokształcać po każdym twoim wpise.Wiele już pojmuję.Temat „morze” i trudny.Próbuję dorównać wam kroku.Czekam na następny a za te dziękuję.Bo jak nie wy, to kto w naszym grajdole.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz