Niezalogowana

Witajcie po przerwie.

Podejrzewam, że większość z Was znała nas dzięki Facebook’owi. Niektórzy pewnie nie zdążyli zauważyć, ale rozstaliśmy się z wirtualnym światem. Od długiego czasu miałam to w planach.

Zatraciłam się w tym wszystkim. Dopiero, gdy się wylogowałam, zauważyłam, że ta wirtualna przestrzeń pochłaniała ogromną część mnie. I mojego czasu. Zyskałam ogromną część dnia, którą zabierał mi czas spędzany w sieci. Ze smartfonem w ręku. Zapomniałam już jak to jest żyć bez tego dodatku. A przecież wychowałam się bez smartfona. Pamiętacie jeszcze te telefony z tarczą. Trzeba było krzyczeć do słuchawki, żeby można się było dogadać. Zdarzało się też dmuchanie, w celu poprawy jakości sygnału, ale podejrzewam, że raczej nie działało. 😀 Gdy rodzice dzwonili do niedaleko mieszkających sąsiadów, to śmiałam się, że prędzej usłyszą nas przez otwarte okna, niż telefon… To były czasy. Nikt nie miał telefonu przy sobie. Niektórzy sąsiedzi przychodzili do nas, żeby móc z niego skorzystać. Wyobrażacie sobie to dziś? Jesteście w stanie przywołać jeszcze takie wspomnienia?

Świat wirtualny ma wiele plusów. Ale ma też ogromne i niezbadane skutki uboczne. Przyznam szczerze, że jednak wolę moją codzienność w trybie offline. Zdecydowanie.

Jednym z głównych powodów było totalne emocjonalne rozregulowanie, jakie towarzyszyło mi podczas przeglądania newsów, czy scrollowania facebooka. Wszystkie te wiadomości – skrajnie się różniące, a niby przedstawiające tę samą treść, przytłaczały mnie.

Teraz widzę, jak bezsensowne było scrollowanie tego ekranu, jak bezsensowne było oglądanie miliona filmików na yt i fb dziennie. Niezliczona ilość tego.

Są jednak plusy – żeby nie było.

Dzięki przebywaniu w wirtualnej przestrzeni nawiązałam niesamowite znajomości. Przeżyłam bardzo ciekawe momenty. Udało mi się zrealizować kilka przedsięwzięć, na które wcześniej bym się nie odważyła. I o które bym siebie nawet nie podejrzewała.

Poznałam bardzo fajnych ludzi. Wśród nich Was – rodziców, przyjaciół, dzieci i dorosłych w spektrum autyzmu.

Za to będę zawsze wdzięczna. To piękne znajomości. Wzajemna pomoc i wsparcie. Dyskusje. Wymiany zdań. Rozmowy po nocach. O wszystkim. Dzielenie wspólnych zainteresowań. Problemów. Przeżyć. Wrażeń. Emocji. Tych dobrych i tych bardzo trudnych. Dużo tego. Były wśród tych osób i takie, które poświęcały mi na prawdę ogromnie dużo swojego cennego czasu i doświadczenia i za to chciałabym podziękować. Nie wiem, czy życzyłyby sobie, gdybym wymieniała tutaj ich nazwiska, więc tego nie zrobię. Myślę jednak, że wiedzą. <3

13.07.2020 odszedł mój Tato. Nie pisałam tutaj o tym. Nie miałam już siły. To był bardzo trudny czas. I dla mnie i dla dzieci.

Moje przeżycia przekładały się na funkcjonowanie całej rodziny.

Posądzany o brak empatii autystyczny Jaś okazał się jedynym z najbardziej empatycznych członków naszej rodziny.

Z Tatą łączyła i mnie i Janka i Ninkę szczególna więź. Bo Tato miał tą Moc w sobie. Mimo trudnego momentami charakteru, nie dało się go nie kochać. Gdziekolwiek się nie zjawiał, zjednywał sobie wszystkich…

Ciężko mi bez Niego… Zawsze mogłam się do Niego zwrócić z każdym problemem. Tato od razu działał. Przemyślał wszystko i podejmował stosowne kroki. Dużo myślał. Sporo analizował. Starał się zawsze znaleźć jakieś wyjście z sytuacji. Myślę, że sporo po nim odziedziczyłam. Wybuchowy i impulsywny i bardzo wrażliwy charakter również. Choć nie wyglądam. 😉

A teraz trochę o naszej codziennej rzeczywistości.

Dzięki odnalezieniu zagubionego czasu, odkryliśmy w sobie na nowo nasze poukrywane talenty. 😀

Janek pokochał malowanie! Ale w swój wyjątkowy sposób. Jedną z technik jest rozjeżdżanie farbki samochodem. Ewidentnie to ulubiona Jasia technika. No i malowanie farbką wszędzie, tylko nie po kartce. 😀 Pianino i ściany zyskały nowe odsłony.

Z dumą prezentuję też prace mojej Niny. 🙂

I swoje własne 😀

Wróciłam też do mojego jesienno-zimowego hobby – szydełkowania. 😉

Sporo czasu spędzamy też poza domem, na eksplorowaniu okolicy. 🙂 W otoczeniu naszych zwierzaków.

Staram się wykorzystywać każdą okazję do dawania Jankowi i Nince jak najlepszego wsparcia w tej trudnej rzeczywistości.

I chyba się to jakoś w miarę udaje.

Janek poczynił spore postępy w mowie i zachowaniu. Poszerza swoje zainteresowania. Dużo czasu poświęca na badanie świata. Jego konikiem jest teraz świat zwierząt. Szczególnym zainteresowaniem obdarzył goryle i małpy. 😀

Również owoce i warzywa fascynują Jasia.

No i język angielski jest chyba dominującym językiem naszej komunikacji 😀

Zmieniła się też mocno relacja Janka z Niną. Jaś bardzo ceni sobie jej towarzystwo. Uwielbia, gdy jest blisko. Mówi na nią Ninujaś. <3 😀 Denerwują go trochę te zdalne lekcje, bo wtedy nie może spędzać z nią czasu. Ale już się z tym pogodził.

Chociaż nadal porzucenie własnych planów przychodzi Jasiowi z wielkim trudem (nawet Hans Asperger pisał – „cechą charakterystyczną tych dzieci było wytrwałe dążenie do realizacji własnych celów, a jednocześnie obojętność wobec oczekiwań innych”), to jednak Jaś jest gotowy już coraz bardziej iść na kompromisy. Chyba, że to zbyt ważny dla niego temat. Wtedy nie ma zmiłuj. 😀

Co do trudnych chwil to Janek ma dużo autoterapeutycznych i samoregulujących mechanizmów. Co prawda wymaga to sporo cierpliwości od nas – rodziców i Ninki. Ale ewidentnie popłaca. Jednym z ostatnich – dosyć mocno uciążliwych dla nas jest tzw. tworzenie gniazda 😀 Jaś każe nam znosić wszystkie kołdry i poduszki z całego domu i mości się w ich otoczeniu w swoim dziennym miejscu pobytu 😀 Uwielbia ten swój azyl. A my nie mamy za bardzo miejsca na sofie. I raz zdarzyło się, że zostałam o 4 rano ogołocona z kołdry i poduszki, którą podkradłam Jankowi, gdy ten zasnął. 😀

Gdybyście zapytali mnie dziś, czym jest spektrum autyzmu, nie bardzo potrafiłabym znaleźć odpowiedź. Ten świat jest tak niesamowicie zróżnicowany, zmienny. Ale zmienny w swej przedziwnej stałości. Tak wykraczający poza szablon. Ale jednocześnie z jakimś nieuchwytnym pierwiastkiem, który mimo że osoby w spektrum znacząco się od siebie różnią, stanowi tą wspólną dla wszystkich całość. Jest to dla mnie coś niezwykłego, czego nie potrafię nawet nazwać słowami. Przyglądanie się rozwojowi, postępom i zmianom zachodzącym w Janku i w Nince jest dla mnie na prawdę pięknym i ogromnie fascynującym przeżyciem.

Nie wiem, czy to brzmi dobrze w ustach matki. 😀 Ale tak to wygląda.

Nina i Jaś wymagają sporego „wysiłku”. 🙂 To nie są „proste w obsłudze” dzieci. Mamy sporo przeszkód, o których innym rodzicom nigdy się nawet nie śniło. Banalne sprawy mogą wygenerować w Jasiu ogromne napięcie, którego staramy się uczyć. Po to, by pomóc mu odnaleźć drogę do samoregulacji. I do samostanowienia.

Jaś jest typem chłopca, dla którego potrzeby fizjologiczne, bezpieczeństwa, nie są na tyle ważne, co te ze szczytu piramidy Maslowa – samorealizacji i rozwoju osobistego. 😀 Mam wrażenie, że jego piramidka chyba trochę stoi do góry nogami. 😀 I to jest piękne. I niesamowicie interesujące.

Wspomnę jeszcze, że bardzo przypadła mu do gustu tablica, która od niedawna pojawiła się w naszym domu. Miłość do literek i obrazków jest w nim niegasnąca.

We mnie samej zaszło i zachodzi nadal sporo zmian. Wiele okoliczności się na to składa. To był i jest trudny dla mnie czas. Podejrzewam, że dla każdego z nas.

Dlatego życzę Wam dużo siły i wytrwałości. Żebyście znaleźli swój spokój.

Ja pozostaję niezalogowana.

Będę jednak pisać. Może dla kogoś to ma jakąś wartość.

<3

2 komentarze

  • dominik

    18 listopada 2020  w  13:19

    Jak to jest z nauką angielskiego o Jaśka. Zaczął się go uczyć jak po polsku jeszcze prawie nic nie mówił. Czy nauka obcego języka pomaga jakoś w nauce ojczystego języka? Czy po prostu angielskie słówka lepiej sobie Jasiek przyswaja? Trochę dziwne jest zaczynanie nauki od angielskiego,,, a może to jakaś nowa metoda, dwa języki na raz?

    Odpowiedz
    • Monika

      18 listopada 2020  w  13:55

      Z rozmów, które przeprowadziłam z rodzicami dzieci w spektrum, sporo dzieci bardziej preferuje język angielski niż polski. Są też wśród autystycznych osób takie, które znają kilka języków i w każdym z nich mówią i piszą biegle. Jaś lubi aplikację Khan Academy Kids, która jest w języku angielskim. Dzięki temu chyba nauczył się sporo słówek i całych zwrotów. Nie było w tym żadnego naszego oddziaływania. My jakby podążamy za tym, co on wybiera. Biorąc pod uwagę fakt, że może być tak, że Jaś nigdy nie nauczyłby się komunikować z nami, jesteśmy gotowi nauczyć się angielskiego, żeby znaleźć drogę komunikacji. 🙂 Drugim językiem, który polubił Jaś jest rosyjski. Na szczęście ja trochę go znam. Najbardziej niepokoi mnie to, że od niedawna zafascynował się japońskim 😀 obawiam się, że tego języka nie jestem w stanie się nauczyć 😀

      Odpowiedz

Dodaj komentarz